sobota, 2 maja 2015

Rozpoczęcie "serii" szkoła!

Hej! Postanowiłam, że zamiast zrobić jednego wielkiego posta o szkole to będę pisała co jakiś czas posty o życiu w szkole osoby samotnej, ale za każdym razem poruszę inny temat. To znaczy, że raz napiszę o w-f-ie drugi raz o nauczycielach, siedzeniu samotnie w ławce itd.
 W tym poście napiszę ogólnie jak czuje się osoba, która jest odepchnięta od reszty klasy, czyli taka jak ja. Może ja nie jestem do końca odepchnięta od klasy tylko bardziej brakuje mi śmiałości żeby zmienić tą sytuację....
Zacznę od tego jak wygląda moja sytuacja w szkole. Nie chodzi o to, że jestem wyśmiewana, widocznie odpychana przez całą klasę tylko myślę, że więcej winny jest tu u mnie. Po prostu ja nie umiem nikogo zagadać, zapytać czy mogę usiąść z nim w ławce, ogólnie porozmawiać. To jest taka jakby blokada, która ci mówi: "Nie rób, tego.Jak to zrobisz będziesz się narzucać". Za każdym razem, gdy chcę kogoś np. zapytać czy wrócimy razem do domu to boję się, że się właśnie narzucę tej osobie lub ona się nade mną zlituje i tylko dlatego nie odmówi. Inni ludzie mogą mnie spostrzegać jako dziwną, bo bardzo mało się odzywam. Nie wiem jak to zmienić.... W szkole praktycznie przez cały czas się wcale nie odzywam... chyba że mówiąc: "Dzień dobry" nauczycielowi lub ktoś się mnie o coś zapyta (co zdarza się naprawdę rzadko). Według mnie najgorszy jest ten ból, kiedy reszta klasy siedzi razem w kupie, śmieje się, nie zwraca na ciebie uwagi a Ty siedzisz z boku sama i łzy same napływają Ci do oczu... Nawet, gdy teraz o tym pisze nie wiecie jak ściska mnie w sercu... Wiele razy w szkole ledwo powstrzymywałam się od płaczu. Jednak wiem, że muszę walczyć, nie poddawać się. Dla mnie każde odezwanie się do kogoś jest wielkim krokiem w przód. Jeżeli chodzi o moje oceny w szkole to są one dobre. Na półrocze miałam pasek, więc jest ok. , ale to jest też wynik tego,że z nikim się nie spotykam i mam dużo czasu na naukę. To jest chyba jedyny plus tej sytuacji. Jednak lepiej byłoby się pouczyć wspólnie z przyjaciółką...
Mniej więcej opisałam jak to jest u mnie. Reszty dowiecie się w innych postach. Tam będą wszystko opisywała bardziej szczegółowo. Chciałam jeszcze dodać, że ten blog nie jest po to, aby użalać się nad sobą tylko po to żebym motywowałam ludzi do nie poddawania się. Jest to bardzo ważne. Może po tym poście tego tak nie wygląda, ale zobaczycie w kolejnych ;) Pozdrawiam i dobranoc ;D

2 komentarze:

  1. Super post. Szybko się czytało. Wiesz, tez tak podobnie kiedyś miałam, do tej pory jestem nie śmiała ale juz mniej. Na początku zaczęłam pisać do kolegów i koleżanek na fb później jedna koleżanka sama do mnie mówiła coś chciała żebym siedziała z nią w autobusie i w ławce. Ona wciągala mnie w towarzystwo i juz się ustabilizowalam jestem bardziej otwarta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym miała przyjaciół to na pewno bym była bardziej otwarta. Wiem to, bo kiedyś miałam przyjaciółkę.... no ale "nie wyszło". Może opowiem kiedyś o tym w innym poście. A.... i dzięki :D

    OdpowiedzUsuń