sobota, 24 września 2016

ZAUROCZENIE, ZAKOCHANIE, CZY MIŁOŚĆ?

 Hej
Jak widzicie po tytule ten post będzie dotyczył ciężkiego i bardzooo obszernego tematu. Sama nie wiem jak mam się za niego zabrać.  Jakiś czas temu Karolina  zaproponowała mi ten temat i obiecałam, że napiszę moje przemyślenia dotyczące miłości. 

Większość osób dąży do poznania drugiej połówki. Jednym to wychodzi,innym nie...jednym udaje się już w wieku kilkunastu lat, innym dopiero na starość. Niektórzy przez całe życie nie trafiają na tę odpowiednią osobę.  Co o tym decyduje? Przeznaczenie? Przypadek?  Trudne pytanie, na które nie znam odpowiedzi. 

Jako nastolatkowie dopiero zaczynamy poznawać świat, powoli wkraczamy w dorosłe życie. Nie oszukujmy się - o prawdziwej miłości  nie wiemy nic, bo jeszcze jej nie doświadczyliśmy. Jedynie co to może zauroczenie, zakochanie.  Na pewno pamiętacie osobę, w której "zakochaliście" się po raz pierwszy. Dziecięca miłość- fajne wspomnienia. Możecie opowiedzieć mi o swojej w komentarzu :P 

Z wiekiem zaczynamy patrzeć na to coraz bardziej poważnie, a uczucia stają się jakby silniejsze. Rozumiemy, dostrzegamy coraz więcej.   Wszystko zaczęło się w dzieciństwie i dzięki tamtym doświadczeniom  poznaliśmy bliżej znaczenie słowa "miłość".  Ciągle je poznajemy i będzie się to ciągnęło całe życie. Z każdego doświadczenia wyciągamy nowe wnioski.  Zanim znajdziemy tę odpowiednią osobę  wejdziemy w wiele związków, z których nic nie wyjdzie.  Wiąże się to z bólem, cierpieniem. No to...Po co nam miłość, skoro przynosi smutek? 

Według mnie miłość jest najważniejszą wartością ,  która nadaje sens naszemu życiu. Dzieli się na prawdziwą i nieprawdziwą - taką, która w rzeczywistości miłością nie jest, nigdy nie była. Prawdziwa miłość przetrwa WSZYSTKO. Żeby w ogóle nazwać uczucie między dwojgiem ludzi miłością trzeba naprawdę dużo przejść. Na początku następuje zauroczenie, kiedy nie widzimy świata poza tą jedną osobą, uważamy ją za idealną i jesteśmy przekonani, że to ta jedyna. Na jej widok  ogarnia nas cudowne uczucie, którego nie da się opisać. Zakochanie to późniejszy etap związku, kiedy poznaliśmy bliżej drugą połówkę i jesteśmy przekonani, że chcemy dzielić z nią całe życie. Wtedy dostrzegamy też wady, ale potrafimy je zaakceptować, kochamy tę osobę taką jaką jest. Miłość wzrasta z czasem. Los stawia nas przed trudnościami, którym trzeba stawić czoła. Jeżeli mamy do czynienia z prawdziwą miłością będziemy w stanie rozwiązać każdy problem. Jeżeli obu osobom zależy równie mocno będą dążyły do kompromisu, porozumienia; i każda ze stron będzie umiała ustąpić, zrezygnować z czegoś na rzecz drugiej połówki. Dzięki tym problemom z perspektywy czasu będziemy w stanie stwierdzić, czy dane uczucie jest/było miłością. Nigdy wcześniej. Przynajmniej ja tak to widzę. 

Na postawione wcześniej pytanie odpowiedziałabym tak: Miłość nadaje sens naszemu życiu, czyni szczęśliwymi - właśnie po to jest.  Jeżeli przynosi smutek to uczucie nie było prawdziwą miłością i nie warto tracić czasu na taki związek. Oczywiście sytuacje się różne i siła zakochania często bywa tak wielka, że  pozostajemy w toksycznym związku...Ale o tym może kiedy indziej. 

 
Problem w tym, że bardzo ciężko trafić na prawdziwą miłość. Związki  często się rozpadają, nie potrafią przetrwać trudniejszych momentów i okazuje się, że to nie była miłość. Zauroczenie, może zakochanie... Owszem - to bardzo boli. Nie zdaję sobie  sprawy jak bardzo, ale wszystko przede mną.  Każdy błąd, upadek, nieudany związek uodparnia nas na przyszłość. Zauważamy błędy, których postaramy się więcej nie popełnić. Zgadzam się z tym, że w życiu  piękne są tylko chwile. Jest super, cudownie i nagle wszystko się sypie. Upadamy, tracimy nadzieję, sens.  Ważne, żeby się podnieść i wierzyć, że kiedyś odnajdziemy swoje szczęście i osobę, którą będziemy mogli nazwać naszą miłością. Nie możemy popadać w paranoje. Na świecie tyle związków się rozpada, tyle rozwodów, tyle cierpienia przez miłość. Jeżeli nie wyjdzie postarajmy się zrozumieć, że to nie była odpowiednia osoba. Gdyby była - dalej byście byli razem. Potraktujmy wszystkie nieudane związki jako drogę do prawdziwej miłości, bo z każdego wywnioskujemy coś innego, nowego. 

 W sumie to może nie powinnam wypowiadać się na ten temat, bo jest ciężki. Piszę tego posta naprawdę długo, chyba podchodzę trzeci raz. No ale przybliżyłam wam mniej więcej jakie jest moje nastawienie do miłości.  Temat jest bardzo obszerny i nie napisałam wszystkiego, dlatego zachęcam do wypowiedzenia się na ten temat w komentarzu :) Szukacie swojej drugiej połówki? Może już ją znaleźliście? 
Dziękuję za przeczytanie. Pozdrawiam

sobota, 17 września 2016

LBA #14

Hej
Tym razem dostałam nominację od Karoliny. Serdecznie zapraszam na jej bloga! http://puszekptasiegomleczka.blogspot.com/ 

Jak widać LBA mnie nie opuszcza. W ostatnim czasie dostałam aż 3 nominacje i muszę teraz nadrobić. Bardzo mnie to cieszy ^^ Dziękuję :)   


1. Jakie zapachy kojarzą ci się z dzieciństwem?
Hmm.. Myślę, że jednym z nich jest zapach makaronu z cukrem :D Jak byłam mała i na obiad było spaghetti to nigdy nie chciałam sosu. Zjadałam sam makaron posypany cukrem. Teraz sobie tego nie wyobrażam, ale zapach jest cudowny i zawsze kojarzy mi się z dzieciństwem ♥ Oczywiście również zupa mleczna z przedszkola.




2. Otrzymujesz szansę zamieszkania w swoim wymarzonym miejscu, z idealnym partnerem, ale cała twoja rodzina i znajomi o tobie zapominają. Skorzystasz z tej możliwości?
Bardzo trudne pytanie :D Nie potrafiłabym wybrać. Jeżeli rodzinie i chłopakowi naprawdę by na mnie zależało to nie postawiliby mnie przed takim wyborem :P To zbyt toksyczne. A gdybym miała zamieszkać w wymarzonym miejscu i przez to stracić kontakt z  rodziną to nie skorzystałabym z takiej propozycji. Najlepiej zamieszkać z idealnym partnerem blisko rodziny :P Innej opcji nie ma! 

3. Kto lub co rządzi według ciebie światem?
Bóg. 



4. Gdybyś była wyspą to jaką?
Kretą :D 
5. Zostajesz przeniesiony/a do świata ostatniej książki jaką przeczytałeś/aś. Pochwal się, gdzie wylądowałeś/aś! :D
Ostatnią książką jaką przeczytałam w całości jest  "My, dzieci z Dworca Zoo", więc cofnęłabym się w czasie do lat 70. Mogłoby to być  ciekawe doświadczenie. 

6. Jak często chodzisz do kina w ciągu roku?
Mało. Myślę, że nie więcej niż 4,5 razy. 

7. Czy będąc dzieckiem miałeś/aś swój ulubiony wierszyk, piosenkę, kołysankę lub opowieść na dobranoc? Jeśli tak to jaki/jaką?
Nic mi nie przychodzi teraz do głowy. Pamiętam, że bardzo lubiłam taką jedną książkę, w której były różne bajki. Często rodzice mi ją czytali... 

8. Miewasz jakieś dziwne nawyki?
Moim nawykiem jest bawienie się włosami :D Jest to dziwne, ale mam tak od dziecka. Zawsze je kręciłam jak chciało mi się spać i to był dla mojej mamy znak rozpoznawczy :P Nie wiem czy można to nazwać nawykiem, ale uzależnieniem na pewno. 

9. Miejsce, w którym czujesz się dosłownie jak w domu?
Chyba tylko w domu! W nim czuję się swobodnie, bezpiecznie. Innego miejsca jak na razie nie ma. 

 10. Jak wyjaśnisz gdzie jest lewa a gdzie prawa strona bez pokazywania ani wypowiadania tych dwóch słów (prawa, lewa)? :P
 Ta jedna strona jest tam, gdzie leży mój plecak, a ta druga, gdzie biurko :P 

A gdzie 11?! :P
Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację :) 
Chętnie poczytam wasze odpowiedzi w komentarzach. Pozdrawiam

sobota, 10 września 2016

Spóźnione podsumowanie wakacji.

Hej.
Na początku wakacji napisałam listę rzeczy, które chce zrobić przez te dwa miesiące. Post z listą 
Postanowiłam, że teraz podsumuje, które plany udało mi się zrealizować, z czego jestem zadowolona, a z czego nie. 
1. Pierwszym i najważniejszym punktem były moje ćwiczenia. To zostawimy sobie na koniec ^^ 
2.  Czytanie książek - tutaj nie jestem zadowolona. Przeczytałam tylko dwie książki na początku wakacji. W drugim miesiącu zabrałam się za jedną lekturę, ale wydała mi się nudna, więc rzuciłam w kąt i przeleżała na półce do wtorku. Oddałam ją do biblioteki, a wypożyczyłam "Nie opuszczaj mnie". Dopiero zaczęłam czytać, więc się nie wypowiem na jej temat.

3. Oglądanie filmów - tutaj tak średnio mi wyszło. Trochę ich obejrzałam, ale chciałam jeszcze więcej. Najbardziej spodobały mi się: "Pan od muzyki" i "Forrest Gump" - POLECAM! Jeżeli oglądaliście któryś z nich to wypowiedzcie się w komentarzu :)
4. Wyjazd (miałam w planach kilka 2- dniowych wyjazdów) Wyszedł tylko jeden 1-dniowy, więc również nie jestem zadowolona. Byłam  w Warszawie. Muszę przyznać, że było bardzo fajnie. Chodzenie od rana do wieczora po stolicy, zwiedzanie, ból nóg i spalenie się na słońcu :D  Był upał. Mimo to, o dziwo miałam mnóstwo energii i siły. Było warto! To był jeden z najlepszych dni tegorocznych wakacji. 

5. Spędzanie jak najwięcej czasu na dworze.  Wychodziłam grać w piłkę, na spacery, rolki, długie wycieczki rowerowe na łąki i w wiele innych miejsc. Często miałam takie dni, kiedy przesiedziałam cały dzień w domu i zupełnie nie miałam ochoty na NIC. Zazwyczaj było tak, że jak była ładna, słoneczna pogoda wolałam spać, a gdy już chciałam wyjść padał deszcz... Mogę powiedzieć, że zdecydowaną większość wakacji przesiedziałam w domu. Głównie też dlatego, że nie miałam zbytnio z kim. Tylko siostra i jej syn...
6. Przy tym podpunkcie jest mi wstyd... dotyczył on bloga i częstszego pisania. Całkowicie zawaliłam. Nie mam pojęcia jak to się stało, ale straciłam chęci, motywacje do pisania. Nie miałam na to ochoty. W czasie wakacji dopadło mnie przygnębienie, do tego doszły problemy, załamania... W pewnym momencie chciałam siedzieć tylko w domu nikomu nie pokazując się na oczy. Przyczyn tego było dużo. Jest mi przykro z powodu, że tak rzadko dodawałam posty. W tym czasie liczba obserwatorów, komentarze, wyświetlenia - wszystko wzrosło... Powinnam to bardziej docenić, ale jakoś nie dałam rady. Przepraszam.  Myślę, że teraz w roku szkolnym posty będą pojawiały się raz na tydzień. Jest to moje minimum, które chcę zrealizować. Zauważyłam, że najgorzej mi się do tego zabrać. Jak już zacznę piać to samo idzie. Cieszę się, że nie zaniedbałam waszych blogów. Komentowałam wszystkie posty osób, które obserwuje. Były jakieś wyjątki, ale zdecydowaną większość przeczytałam i wypowiedziałam się w komentarzu. 

7. Odpoczynek. To mi się udało! Chyba pierwsza rzecz z mojej listy...no ale jednak :D Po wakacjach czuję się naprawdę wypoczęta, pełna sił. Nawet jeżeli chodzi o bloga to teraz łatwiej mi się pisze. W wakacje po prostu za bardzo się rozleniwiłam i za dużo myślałam... Dlatego cieszę się, że szkoła już się zaczęła. Jakoś jest mi łatwiej, bo mam dużo zajęć. Może to dziwne, ale tak właśnie jest. Jak się rozpędzę to robię wszystko, a jak mam wolny czas to wychodzi, że nie robię nic... 
8. Ostatni punkt to rysowanie.  Kilka razy zasiadłam, zaczęłam coś szkicować, ale kompletnie nic mi nie wychodziło. Uznałam, że to nie dla mnie... Mimo wszystko lubię to robić, więc gdy tylko znajdę wolny czas to wrócę do tego. 
Jak widzicie moje wakacje nie należały do udanych. Uważam, że je zmarnowałam. Mimo wszystko nie będę się użalać, bo jestem z siebie dumna. Chodzi mi tu o pierwszy punkt. Całe wakacje skupiłam się na zdrowszym odżywianiu, gotowaniu, ćwiczeniach,  aplikacjach... Było to moje główne zajęcie, które mnie pochłonęło. Bardzo zależało mi na tym, żeby wytrwać do końca. Chyba dlatego miałam na wszystko mało czasu. Ciągle mi go brakowało... 

Wszystko wyglądało tak, że pierwsze  2/3 tygodnie ćwiczyłam tylko "Skalpel" - 6 razy w tygodniu. Później uznałam, że to nie ma sensu i dodałam jeszcze inne treningi. Wykonywałam je według tego Post z planem Pod koniec lipca zamiast 6 razy w tygodniu ćwiczyłam 5. Trzy tygodnie temu zamiast "Ekstra figury" wprowadziłam "Turbo spalanie". Mimo tego, że jest o wiele cięższy to ćwiczenia bardziej mi odpowiadają, więc...idealnie ^^ 
Obecnie ćwiczę tak:
Pon. - "Skalpel"
Wt. - "Turbo spalanie
Śr. - "Killer"
Czw. - przerwa
Pt. - "Turbo spalanie"
Sob. - "Killer"
Nd. - przerwa

Już wiem, że jak się rozkręci szkoła to nie będzie mogło to tak wyglądać. Braknie mi czasu. Już teraz jest ciężko, a to dopiero początek. Mimo wszystko 2, 3 razy w tygodniu na pewno będę ćwiczyła, bo potrzebuję tego. Na początku był to przymus, zmuszałam się, było  ciężko. A teraz? Wszystkie ćwiczenia, które sprawiały mi trudność wykonuje z łatwością i przyjemnością. Jest to mój sposób na oderwanie się od rzeczywistości, poprawę humoru i ćwiczenia dają mnóstwo energii oraz motywacji. Uczucie po treningu jest nie do opisania. Na początku tego nie było, ale im dłużej ćwiczę tym bardziej to się nasila. Gdyby nie to, to ja bym w te wakacje zwariowała... Dzięki temu mniej czuje, że  zmarnowałam wakacje. Wiem, że pod tym względem dałam z siebie wszystko. Mam przekonanie że "mogło być lepiej, mogłam się bardziej postarać", ale to nie do końca prawda. Pewnych spraw nie da się przezwyciężyć, a ja starałam się jak mogłam. Ogromnym sukcesem jest to, że zrezygnowałam ze słodyczy i piję herbatę bez cukru :D Kiedyś było to dla mnie niemożliwe, a teraz nie wyobrażam sobie słodzenia jej. 
Przez ten czas schudłam 4 kg. Czy mało, czy dużo? Nie wiem. Jednak podobno na wagę nie powinno się patrzeć. Przede wszystkim widzę różnice w swoim ciele. Największe efekty są na brzuchu. Widać, że schudłam, a mięśnie są wzmocnione. Każda część ciała stała się szczuplejsza. Spodnie sprzed 2 miesięcy są za duże, spadają ze mnie. Osiągnęłam przez wakacje wagę, którą sobie zaplanowałam. Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec i uda mi się ćwiczyć dalej. Wraz z rokiem szkolnym skończyłam z aplikacją "My Fitness Pal". Nie mam czasu zapisywać wszystkiego co jem i liczenia kalorii. Obejdzie się bez tego ^^ Trzymajcie kciuki, żebym pogodziła to wszystko ze szkołą :D Naprawdę ciężko jest się wziąć po 7 godzinach siedzenia na lekcjach :/ Jednak warto, bo po ćwiczeniach nauka lepiej wchodzi :P 

No dobra...trochę długi wyszedł ten post. Na pewno daliście radę ;) Dziękuję za przeczytanie , tak dużą aktywność, motywowanie mnie ^^ Tyle miłych słów pod ostatnimi postami... jesteście cudowni! Pozdrawiam

czwartek, 1 września 2016

Rozpoczęcie roku szkolnego

 Hej.
Nadszedł ten (nie)wyczekiwany dzień. Dziś pierwszy raz po przerwie wakacyjnej przekroczyliśmy próg szkoły.  Być może akurat dla Ciebie było to pierwsze spotkanie w nowej klasie i czujesz się nieswojo. To normalne. Każdy przez to przechodzi w pewnych momentach swojego życia. Zmiany są potrzebne. Nie martw się na zapas. Najważniejsze byś był sobą i otwierał się na nowe znajomości. 


*Koniec długich wycieczek rowerowych spędzonych z najbliższymi,
*Koniec pięknych widoków, łąk oświetlonych ciepłym słońcem,
*Koniec siedzenia po nocach i spania do południa ;_;,
*Koniec braku poczucia czasu, kiedy nie musieliśmy wiedzieć jaki dzień tygodnia, która godzina,
*Koniec opalania się,
*Koniec wypadów w przyjaciółmi,
*Koniec odpoczynku od nauki,
*Koniec wolności,
*Koniec wakacji!...
 

Tymczasem musimy pożegnać wakacje i od jutra wrócić do rutyny, obowiązków. Przed nami kolejny ciężki, długi i pracowity rok. Na samą myśl o tym wszystkim odechciewa mi się. No ale...damy radę! Nie ma innego wyjścia. Warto nastawić się pozytywnie. Tak czy inaczej musimy przetrwać, więc marudzenie nie ma sensu. Nie pomoże, a  wręcz przeciwnie. Z odpowiednim nastawieniem będzie o wiele łatwiej. Każdy z Was na pewno potrafi wymienić kilka pozytywów wynikających z powrotu do szkoły. Dla wielu jest to, że znów będzie można spotykać się z przyjaciółmi.

Jestem po rozpoczęciu...pewnie niektórzy z Was są ciekawi jak było. Stwierdzam, że słabo. W klasie, w której jestem z tymi samymi osobami od podstawówki czułam się jakbym ich nie znała, a oni mnie. Wyszło tak przede wszystkim dlatego, że nie było dziewczyny, z którą mam najlepszy kontakt. Bardzo się rozczarowałam, gdy się dowiedziałam że będzie dopiero w Poniedziałek...Ogólnie wszystko działo się bardzo szybko i nawet nie było czasu na rozmowę. Po wyjściu z sali zamieniłam kilka słów z jedną osobą, a potem wszyscy  rozeszli się do domu. Mogę powiedzieć, że było nijak.Tak jakby mnie w ogóle nie było... 

Dodatkowo humor zepsuło mi to, że mamy nowego wychowawcę.  Nie jestem zadowolona z tego powodu. Nie lubię tej nauczycielki. Mało tłumaczy, dużo wymaga... No ale nie mi oceniać jej pracę.  Z tego co wiem nikt w klasie nie jest zadowolony. . W tamtym roku trafiliśmy na bardzo fajnych nauczycieli, z którymi dało się wszystko załatwić i mieliśmy dobry kontakt.  W tym, większość z nich musiała odejść, czego bardzo  szkoda. Przez to ten rok będzie cięższy, co nie jest na miejscu - egzaminy i ogólnie warto wyjść z gimnazjum z dobrymi ocenami. No ale zobaczymy, może nie będzie aż tak źle. Niby zmiany są dobre, ale wątpię  żeby było tak w tym przypadku. Podsumowując dzisiejszy dzień: Nie jestem zadowolona ani z siebie, ani całego rozpoczęcia. Wszystko poszło nie tak jak bym chciała. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Postaram się o to. Tym bardziej, że wiem, że mam Was i osoby które mnie wspierają. Bardzo za to dziękuję! 
Życzę Wam dużo motywacji na nowy rok szkolny! 
Dziękuję za "wysłuchanie" tego, przeczytanie posta.
Napiszcie jak Wam minęło rozpoczęcie. Jestem bardzo ciekawa :) 
Pozdrawiam