sobota, 23 maja 2015
Dziwne zachowanie młodych ludzi...
Hej ;) Dziś będzie post niezwiązany z moimi problemami ani samotnością. Opiszę tutaj dziwną sytuację jaka mnie spotkała i jestem ciekawa co wy o tym będziecie sądzić. Więc w czwartek wracałam ze szkoły tą drogą co zwykle. Przechodziłam obok placu zabaw. Szłam chodnikiem i nagle poczułam lekki ból w nodze. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka z pistoletem na takie pomarańczowe kulki który siedział na rowerze. Był ode mnie o kilka lat młodszy. Spojrzałam na niego dziwnie i coś tam głupiego do niego powiedziałam w stylu: "Czego chcesz?" czy "O co ci chodzi". Zupełnie nie wiedziałam jak się zachować. Zaczęłam dalej iść, a on za mną jechał. Mówił coś tam, że musi naładować i znów mi pokaże. Ja coś tam mówiłam że to nie boli itp. Jechał za mną i wykonał kilka strzałów jednak nie zawsze trafiał. Gdy mu się skończyły naboje nadal za mną jechał i bluźnił: "Chodź tutaj kur*o, zaraz ci pokaże. Ja cały czas szłam. Nie bałam się go tylko nie wiedziałam jak się zachować. Ogólnie miałam wrażenie, że mu się wydaje, że jest w jakiejś grze.... nawet coś mu o tym wspomniałam. Gdy doszłam do swojej klatki on nadal wygadywał obelgi. Weszłam do klatki i więcej go nie widziałam. Dla mnie ta sytuacja była dziwna. Czekam na komentarze dotyczące tego jak wy byście się zachowali, nie używając przemocy ani obelg do niego? Chciałam przy okazji powiedzieć, że widać jak świat się zmienił. Kiedyś były bajki typu: "Koziołek matołek", który uczyły czegoś pożytecznego, a teraz są bajki pełne przemocy. Stąd dzieci, takie jak ten chłopak potem się nieodpowiednie zachowują. Wydaje im się, że są w innym świecie.... Dotyczy się to również gier. Ale to tak na marginesie ;) Dzięki za przeczytanie posta i pozdrawiam :D :D :D
czwartek, 14 maja 2015
Samobójstwo: Rozwiązanie problemu czy głupota?
Witajcie. Ten post jest poświęcony tematowi samobójstwa, a właściwie będzie to moja opinia na ten temat.
Jak pewnie wszyscy wiemy na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy odebrali sobie życie, próbowali to zrobić lub zaczynają coraz głębiej o tym myśleć. Dotyczy to najczęściej czegoś, co nam w życiu nie wyszło, że partner nas rzucił i ogólnie problemów codziennych, w tym również samotności, niskiej samooceny. Takie osoby wmawiają sobie, że już nic się nie ułoży, że życie nie ma już sensu, że nikomu nie jesteśmy potrzebni na tym świecie i wiele, wiele innych. Na pewno każdy z was zastanawiał się kiedyś, co by było gdybyście umarli, kto by za wami płakał itp. Sama czasem myślę, czy jak by coś mi się stało to czy na osoby z mojej klasy, szkoły by to jakoś wpłynęło...czy wyraziłyby chociaż trochę skruchy. Jednak to zwykłe myślenie ludzi. Ale pomyślmy logicznie - jeżeli np. chłopak ma 15 lat, zakochał się w dziewczynie, ma całe życie przed sobą i nagle dziewczyna go rzuca. Chłopak się załamuje, zaczyna myśleć o samobójstwie, idzie i chcę rzucić się z mostu. Zadajmy sobie pytanie: czy taki chłopak mający przed sobą całe życie, zabijając się przez jedną dziewczynę, czy on robi dobrze? Każdy pewnie inaczej odpowie sobie w głowie na to pytanie. Jednak dla mnie to zwykła głupota. Ja rozumiem, że można się zakochać itp, ale przecież ten chłopak może kiedyś zakochać się jeszcze bardziej i być szczęśliwym człowiekiem. Przecież osoba mająca tak mało lat to jeszcze dziecko... Powinniśmy myśleć pozytywnie, nawet jeżeli mamy problemy. Jak napisałam wcześniej często myślimy że: "A nawet jakbym umarła to rodzice by się nie zainteresowali". Rzeczywiście niektórzy rodzice może są zabiegani, nie poświęcają odpowiedniego czasu dziecku lub nie mają z nim za dobrych kontaktów. Jednak na pewno gdyby coś Ci się stało to rodzice, by ogromnie żałowali, że w ostatnich dniach twojego życia tak mało czasu ci poświęcili. Każdy rodzic kocha nad życie swoje dziecko. Ludzie dorośli po prostu popełniają błędy, nie radzą sobie. Jednak trzeba być wyrozumiałym. Oczywiście nie zawsze, ale nie możemy cały czas wytykać najmniejszych błędów, bo to też ludzie i mają prawo je popełniać. Ale wracając do samobójstwa. To na prawdę nie ma sensu. Kiedyś moja nauczycielka od polskiego powiedziała, że życie które dali nam rodzice, to największy skarb jaki mogliśmy otrzymać i to im to zawdzięczamy. Dlatego ani my ani nikt inny nie ma prawa nam tego życia odebrać. Rodzice nas stworzyli po to, żebyśmy żyli a nie abyśmy z głupich powodów, odbierali sobie ten wielki skarb. Przecież ile ludzi jest na świecie, którzy w dzieciństwie mieli próby samobójcze i mówią teraz o tym "głupota". Teraz są szczęśliwi i dziękują tym, którzy ich naprowadzili na dobrą drogę, odsunęli od tego wielkiego błędu. Powinniśmy myśleć o przyszłości. To, że dzisiaj jest źle, to nie znaczy że jutro nie może być dobrze. Samobójstwo nie rozwiąże naszych problemów. Wiele osób myśli, że się zabije, będzie miało spokój itd. Jednak jeśli ktoś jest osobą wierzącą i wierzy, że dusza ludzka jest nieśmiertelna, że staniemy przed sądem Bożym to nigdy nie pomyśli, że to rozwiąże nam te problemy. Nie będę się tutaj wypowiadała na temat wiary... Każdy wierzy w coś innego, ja tylko mówię, że po śmierci fizycznej, nie musi być też śmierci duchowej... A więc podsumowując - nigdy nie próbujcie się zabić, to wam w niczym nie pomoże, nie rozwiąże waszych problemów. Musicie wierzyć, że kiedyś będzie dobrze ;) Zrobiło się tak poważnie więc trochę wesołych minek :D ;) :D ;) ♥☺○☻
Chyba powiedziałam wszystko, co miałam powiedzieć na ten temat. Jeżeli coś mi się przypomni to dopiszę. Mam nadzieję, że fajnie się czytało i nie zapomnij zostawić komentarza ;) Wypowiedz się, co ty sądzisz na ten temat ;) Dziękuję za każdą obserwację, za każdy komentarz i pozdrawiam :D :D :D Uwierzmy w siebie ;) Przepraszam, że się znów tak rozpisałam, ale nie umiem inaczej.... ;)
sobota, 9 maja 2015
Lekcje wf-u
Cześć. W tym poście będę pisała o osobach, które nie ze wszystkim radzą sobie na lekcjach wf-u. Wiem, że jest dużo takich osób, które są wyśmiewane przez to, że nie umieją grać np. w siatkówkę lub zrobić jakiegoś ćwiczenia. Osoba, która wyśmiewa drugą osobę myśli, że to tylko niewinne słowa, które nic nie znaczą, jednak nie zdaje sobie sprawy jaką przykrość sprawia tej osobie i że jeszcze bardziej ją dołuje, przez co nie ma motywacji żeby poprawić swoje umiejętności. Sama jestem taką osobą... to znaczy nie jestem wyśmiewana, ani jakoś strasznie nie radzę sobie z ćwiczeniami tylko w mojej klasie, akurat trafiły się takie dziewczyny które są świetne ze sportu. Jeszcze dodam, że przez to gdy są jakieś zawody to wszystkie dziewczyny na nie idą a ja muszę siedzieć sama w szkole z chłopakami. Wiem, że one nic nie mogą na to poradzić, ale to nie jest zbyt miłe uczucie. Na lekcjach wf- u nie jestem jedyna, która sobie mniej radzi, bo mamy połączone z inną klasą, a tam są dziewczyny takie jak ja, czyli przeciętne. Jednak to nie zmienia faktu, że z klasy ja jestem najgorsza. Więc kilka słów o tym jak czuję się w trakcie i po lekcji wf-u. Oczywiście to zależy od tego co robimy danego dnia na lekcji, w co gramy i czy nam się to podoba czy nie. Ja osobiście najbardziej lubię grę w siatkówkę. Jest to spowodowane tym, że z tym sportem najlepiej sobie radzę ze wszystkich i ogólnie lubię ten sport. Ja w siatkówkę gram tak, że czasem uda się odbić, a czasem nie, jednak moja pani mówi, że od początku roku zrobiłam duży postęp. Może i ona ma rację, bo sama zauważyłam, że teraz czuję się pewniej grając w siatkówkę przez co lepiej odbijam. Jeżeli nadchodzi lekcja wf-u to niestety, ale tylko zadowala mnie to jak pani mówi, że zagramy w siatkę. Grając w coś innego czuję się strasznie nieswojo i tylko tak jakbym przeszkadzała reszcie zawodników zamiast pomóc. Najgorzej jest, jeśli chcesz się postarać, pokazać nauczycielowi, że ci zależy na poprawieniu swoich umiejętności, jednak nie wiesz jak się do tego zabrać. Jak nie masz zbyt bliskich relacji z resztą klasy i widzą, że nie jesteś dobra w danym sporcie to oczywiście nie podają do ciebie piłki i wychodzi tak, że przestoisz całą lekcję na boisku prawie się nie ruszając. Oczywiście takie osoby starają się odbierać piłkę przeciwnikom, ale nie masz pewności siebie i myślisz tylko o tym że się nie uda, że się skompromitujesz.To nie jest łatwe, kiedy nie masz w nikim oparcia i musisz sobie sama z tym radzić. Ja osobiście po wf-ie czuję się strasznie źle. Najbardziej wtedy kiedy coś zepsuję lub coś mi nie wyjdzie. Czuję się wtedy bardzo niedowartościowana. Jeśli jesteś taką osobą to wiesz o czym mówię, jednak musimy pamiętać o tym, że musimy walczyć i wierzyć w to, że kiedyś się uda. Nigdy się nie poddawaj nawet jeśli usłyszysz nieprzyjemne słowa na twój temat to to olej i uwierz w siebie. Wiem, ze to nie łatwe... Jeżeli zależy nam na dobrej ocenie z wf-u to pokaż nauczycielowi , że ci zależy. Znajdź sposób, żeby on zobaczył, że chcesz się nauczyć, że się starasz...
Jeśli masz w klasie taką osobę to od razu jej nie przekreślaj tylko spróbuj zmotywować i wyobraź sobie jak ty byś się czuł, gdyby ci coś nie wychodziło i przez to inni by cię od razu przekreślili. . Wiem z własnego doświadczenia, że kilka słów otuchy typu: "Dasz radę", "Nie przejmuj się, następnym razem się uda" czy coś w tym stylu dają na prawdę dużo. Według mnie dla osoby, która nie umie grać, najlepszą pomocą jest to żeby ktoś wierzył, że kiedyś wreszcie jej się uda. Staraj się zrozumieć taką osobę i pod żadnym pozorem nie naśmiewaj się z niej i nie mów, że do niczego się nie nadaje, bo tylko pogorszysz sytuację takiej osoby. Ja pamiętam jedną sytuację z podstawówki właśnie na lekcji wf-u. To było chyba najgorsze co zdarzyło mi się na tej lekcji. Wtedy trzymałam się z taką jedną dziewczyną i ona dawała mi większej pewności siebie. Było to tak, że graliśmy w siatkówkę. Wtedy bardzo rzadko udawało mi się dobrze odbić i był taki jeden chłopak, który bardzo dobrze grał w siatkę. Nastąpiła sytuacja kiedy leciała na mnie piłka a ja nie odbiłam. Ten chłopak zaczął na mnie krzyczeć. Wołał mniej więcej tak: "Co ty robisz? Jak nie umiesz grać to z tond wyjdź, weź wyjdź". On krzyczał bardzo głośno. Pewnie nie mówił dokładnie tak bo do końca tego nie pamiętam, jednak wiem, że najbardziej zabolało mnie to, jak powiedział żebym wyszła. W tym momencie chciałam wyjść z sali jednak powstrzymałam się i wytrwałam do końca. Jednak łzy napływały mi do oczu i ta moja przyjaciółka po lekcji powiedziała, że miałam całe czerwone oczy i było widać że płakałam. Po tej lekcji ona poszła do tego chłopaka i powiedziała mu że ja przez niego płaczę. Gdy to usłyszałam strasznie się na nią wkurzyłam i pobiegłam do szatni. Wtedy się tam wypłakałam. Ona pobiegła za mną i zaczęła mnie pocieszać. Mniej więcej tak właśnie wyglądała ta cała sytuacja. To jest dowód, że ten chłopak nie zdawał sobie sprawy jaką krzywdę mi robi mówiąc takie rzeczy. Wystarczy kilka słów żeby całkowicie się wyłamać i stracić wiarę w siebie. Dlatego pamiętajmy o tym, że zanim coś powiemy to powinniśmy to przemyśleć. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale już kończę. A więc podsumowując pamiętaj, że dołując i krzycząc na osobę, która nie umie w coś grać wcale jej nie pomagasz tylko wręcz przeciwnie. Pamiętaj, że możesz jej pomóc miłym słowem oraz nawet jeśli grając w piłkę ręczną widzisz, że nikt do niej nie podaje to podaj do niej. I powiedz, że się uda ;)
Jeżeli przeczytałeś do końca tego posta jestem Ci bardzo wdzięczna i cieszę się, że wytrwałeś ;) Pozdrawiam i dobranoc ;)
Jeśli masz w klasie taką osobę to od razu jej nie przekreślaj tylko spróbuj zmotywować i wyobraź sobie jak ty byś się czuł, gdyby ci coś nie wychodziło i przez to inni by cię od razu przekreślili. . Wiem z własnego doświadczenia, że kilka słów otuchy typu: "Dasz radę", "Nie przejmuj się, następnym razem się uda" czy coś w tym stylu dają na prawdę dużo. Według mnie dla osoby, która nie umie grać, najlepszą pomocą jest to żeby ktoś wierzył, że kiedyś wreszcie jej się uda. Staraj się zrozumieć taką osobę i pod żadnym pozorem nie naśmiewaj się z niej i nie mów, że do niczego się nie nadaje, bo tylko pogorszysz sytuację takiej osoby. Ja pamiętam jedną sytuację z podstawówki właśnie na lekcji wf-u. To było chyba najgorsze co zdarzyło mi się na tej lekcji. Wtedy trzymałam się z taką jedną dziewczyną i ona dawała mi większej pewności siebie. Było to tak, że graliśmy w siatkówkę. Wtedy bardzo rzadko udawało mi się dobrze odbić i był taki jeden chłopak, który bardzo dobrze grał w siatkę. Nastąpiła sytuacja kiedy leciała na mnie piłka a ja nie odbiłam. Ten chłopak zaczął na mnie krzyczeć. Wołał mniej więcej tak: "Co ty robisz? Jak nie umiesz grać to z tond wyjdź, weź wyjdź". On krzyczał bardzo głośno. Pewnie nie mówił dokładnie tak bo do końca tego nie pamiętam, jednak wiem, że najbardziej zabolało mnie to, jak powiedział żebym wyszła. W tym momencie chciałam wyjść z sali jednak powstrzymałam się i wytrwałam do końca. Jednak łzy napływały mi do oczu i ta moja przyjaciółka po lekcji powiedziała, że miałam całe czerwone oczy i było widać że płakałam. Po tej lekcji ona poszła do tego chłopaka i powiedziała mu że ja przez niego płaczę. Gdy to usłyszałam strasznie się na nią wkurzyłam i pobiegłam do szatni. Wtedy się tam wypłakałam. Ona pobiegła za mną i zaczęła mnie pocieszać. Mniej więcej tak właśnie wyglądała ta cała sytuacja. To jest dowód, że ten chłopak nie zdawał sobie sprawy jaką krzywdę mi robi mówiąc takie rzeczy. Wystarczy kilka słów żeby całkowicie się wyłamać i stracić wiarę w siebie. Dlatego pamiętajmy o tym, że zanim coś powiemy to powinniśmy to przemyśleć. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale już kończę. A więc podsumowując pamiętaj, że dołując i krzycząc na osobę, która nie umie w coś grać wcale jej nie pomagasz tylko wręcz przeciwnie. Pamiętaj, że możesz jej pomóc miłym słowem oraz nawet jeśli grając w piłkę ręczną widzisz, że nikt do niej nie podaje to podaj do niej. I powiedz, że się uda ;)
Jeżeli przeczytałeś do końca tego posta jestem Ci bardzo wdzięczna i cieszę się, że wytrwałeś ;) Pozdrawiam i dobranoc ;)
wtorek, 5 maja 2015
Samotne siedzenie w ławce :/
Hej. Dzisiaj chciałabym napisać o tym, jak czuje się osoba siedząca sama w ławce, czyli np. ja. U mnie na początku roku było tak, że siedziałam z jedną koleżanką, która też na początku nie miała z kim siedzieć. Gadałyśmy i w ogóle... myślałam, że może się zaprzyjaźnimy. Jednak znów się pomyliłam. Na chwilę obecną siedzę sama, ponieważ D. nie mówiąc ani słowa poszła siedzieć gdzieś indziej. Żebyście wiedzieli jak się czuje... To naprawdę nie jest miłe uczucie. Więc jeżeli ktoś z was siedział z kimś a później bez słowa przesiadł się gdzieś indziej zostawiając ją samą to proponuje ją przeprosić.
Przechodząc do sedna. Ja siedząc sama w ławce i to jeszcze wśród chłopaków (bo dziewczyny siedzą trochę bardziej na lewo ode mnie) czuje się strasznie samotna, dziwna, niepotrzebna w klasie i jeszcze ten wzrok chłopaków, którzy dziwnie się patrzą, bo zawsze siedzę tylko sama i się nie odzywam. Wracając to chciałam napisać, że taka nieśmiała osoba czuje się bardzo często niepotrzebna w klasie i to jest wielki ból - oczywiście nie fizyczny, lecz psychiczny. Ale to tak na "marginesie". Reszta klasy gada, hałasuje a ja siedzę grzecznie z zeszytem i......nic. Ten kto tego nigdy nie doznał może uważać, że co w tym strasznego? Siedzenie samemu to norma. Tak, ale może jak siedzi chociaż wśród znajomych i ma z kim pogadać. Najbardziej boli mnie, gdy nauczyciel mówi: "Dobierzcie się w grupy lub pary". Wtedy mogę tylko posiedzieć i porozglądać się po klasie kto został bez pary. Wtedy nauczyciel oczywiście pyta" Z kim jesteś" a ja oczywiście muszę odpowiedzieć "nie wiem". Wtedy pani/pan łączy mnie z kimś lub robię sama. Raz na jakiś czas oczywiście zdarza się, że ktoś mnie zawoła, ale na prawdę rzadko. Wiem, że może powinnam sama zapytać, czy mogę z nimi pracować ale ta blokada...... nie pozwala na to, ponieważ znów się narzucisz lub wyjdziesz na idiotkę. Jeżeli wiesz co czuję i jesteś w takiej sytuacji, to nie martw się, bo jak widzisz są inni ludzie w takiej sytuacji ;) Możemy tutaj się łączyć i nie będziemy tacy samotni ;) Można przemyśleć również przeniesienie się do innej klasy lub szkoły... Jednak nie wolno się poddawać ;D
Ponieważ ten blog nie jest tylko dla ludzi osamotnionych, więc chciałabym napisać, że jeśli ktoś kto to czyta ma w klasie taką osobę jak ja i widzi, że trudno jest jej kogoś zagadać, siedzi samotna to nie musi od razu osądzać jej za dziwaka tylko spróbować zrozumieć i pomóc. Gdy będzie sytuacja żeby dobrać się w pary to dołącz się do niej, pogadaj czasami... to takiej osobie doda naprawdę dużo radości, chociaż nie zawsze to okaże. Mówię to ze swojego doświadczenia. Wiem, że wiąże to się z tym, że reszta klasy może się zdziwić z kim dobrałeś się w parę, ale to już twój wybór, czy chcesz pomóc tej osobie czy nie. Oczywiście są ludzie, którzy chcą być samotni i wiem, że nie łatwo jest rozpoznać czy osoba chcę żeby ktoś z nią pogadał czy nie, ale napiszę wam jak powinniście to zaobserwować: Jeżeli masz taką osobę w klasie to spoglądaj czasem na nią, a nie zajmuj się cały czas sobą. Jeżeli zauważysz, że "ta" osoba siedzi samotna, ale spogląda na resztę klasy ze smutkiem, która jest zajęta sobą i zachowuje się jakby "tej" osoby tak nie było to jest raczej oznaka, że jest to osoba, która chce mieć znajomych tylko nie umie zagadać. Jeśli osoba ma "wyrąbane" i ma gdzieś resztę klasy, nie obserwuje ich tylko zajmuje się sobą to pewnie nie chcę mieć przyjaciół. To znaczy może źle się wyraziłam, bo przyjaciół powinien mieć każdy i każdy ich potrzebuje, ale w takim wieku różne rzeczy się dzieją. Są one spowodowane najczęściej dojrzewaniem, buntem czy coś w tym stylu. Czasami jest tak, że po prostu osoba ma w innej klasie przyjaciół i nie jest zainteresowana ludźmi z tej klasy do której chodzi. Chciałam jeszcze dodać, że nie wystarczy jedna sytuacja zainteresowania się "tą" osobą tylko kilka, bo może się zdarzyć, że akurat na tej lekcji kiedy ją obserwujesz może być czymś zajęta i sprawiać wrażenie, że nie jest zainteresowana resztą klasy, ale na drugiej lekcji może być zupełnie inaczej. To są takie moje małe rady. Więc jeżeli macie kogoś takiego w klasie to na prawdę warto jej pomóc. Jak powiedziałam na początku to nie jest blog tylko dla ludzie samotnych, ale dla wszystkich, bo wokół każdego na pewno znajdą się takie osoby, które są bardziej nieśmiałe niż inni. Dlatego takie "wskazówki" co do takich osób będą również w innych postach więc czekajcie ;) Jeżeli to czytasz to bardzo się cieszę ;) Czekam na więcej subskrypcji oraz komentarzy;) Pozdrawiam :D :D :D
Przechodząc do sedna. Ja siedząc sama w ławce i to jeszcze wśród chłopaków (bo dziewczyny siedzą trochę bardziej na lewo ode mnie) czuje się strasznie samotna, dziwna, niepotrzebna w klasie i jeszcze ten wzrok chłopaków, którzy dziwnie się patrzą, bo zawsze siedzę tylko sama i się nie odzywam. Wracając to chciałam napisać, że taka nieśmiała osoba czuje się bardzo często niepotrzebna w klasie i to jest wielki ból - oczywiście nie fizyczny, lecz psychiczny. Ale to tak na "marginesie". Reszta klasy gada, hałasuje a ja siedzę grzecznie z zeszytem i......nic. Ten kto tego nigdy nie doznał może uważać, że co w tym strasznego? Siedzenie samemu to norma. Tak, ale może jak siedzi chociaż wśród znajomych i ma z kim pogadać. Najbardziej boli mnie, gdy nauczyciel mówi: "Dobierzcie się w grupy lub pary". Wtedy mogę tylko posiedzieć i porozglądać się po klasie kto został bez pary. Wtedy nauczyciel oczywiście pyta" Z kim jesteś" a ja oczywiście muszę odpowiedzieć "nie wiem". Wtedy pani/pan łączy mnie z kimś lub robię sama. Raz na jakiś czas oczywiście zdarza się, że ktoś mnie zawoła, ale na prawdę rzadko. Wiem, że może powinnam sama zapytać, czy mogę z nimi pracować ale ta blokada...... nie pozwala na to, ponieważ znów się narzucisz lub wyjdziesz na idiotkę. Jeżeli wiesz co czuję i jesteś w takiej sytuacji, to nie martw się, bo jak widzisz są inni ludzie w takiej sytuacji ;) Możemy tutaj się łączyć i nie będziemy tacy samotni ;) Można przemyśleć również przeniesienie się do innej klasy lub szkoły... Jednak nie wolno się poddawać ;D
Ponieważ ten blog nie jest tylko dla ludzi osamotnionych, więc chciałabym napisać, że jeśli ktoś kto to czyta ma w klasie taką osobę jak ja i widzi, że trudno jest jej kogoś zagadać, siedzi samotna to nie musi od razu osądzać jej za dziwaka tylko spróbować zrozumieć i pomóc. Gdy będzie sytuacja żeby dobrać się w pary to dołącz się do niej, pogadaj czasami... to takiej osobie doda naprawdę dużo radości, chociaż nie zawsze to okaże. Mówię to ze swojego doświadczenia. Wiem, że wiąże to się z tym, że reszta klasy może się zdziwić z kim dobrałeś się w parę, ale to już twój wybór, czy chcesz pomóc tej osobie czy nie. Oczywiście są ludzie, którzy chcą być samotni i wiem, że nie łatwo jest rozpoznać czy osoba chcę żeby ktoś z nią pogadał czy nie, ale napiszę wam jak powinniście to zaobserwować: Jeżeli masz taką osobę w klasie to spoglądaj czasem na nią, a nie zajmuj się cały czas sobą. Jeżeli zauważysz, że "ta" osoba siedzi samotna, ale spogląda na resztę klasy ze smutkiem, która jest zajęta sobą i zachowuje się jakby "tej" osoby tak nie było to jest raczej oznaka, że jest to osoba, która chce mieć znajomych tylko nie umie zagadać. Jeśli osoba ma "wyrąbane" i ma gdzieś resztę klasy, nie obserwuje ich tylko zajmuje się sobą to pewnie nie chcę mieć przyjaciół. To znaczy może źle się wyraziłam, bo przyjaciół powinien mieć każdy i każdy ich potrzebuje, ale w takim wieku różne rzeczy się dzieją. Są one spowodowane najczęściej dojrzewaniem, buntem czy coś w tym stylu. Czasami jest tak, że po prostu osoba ma w innej klasie przyjaciół i nie jest zainteresowana ludźmi z tej klasy do której chodzi. Chciałam jeszcze dodać, że nie wystarczy jedna sytuacja zainteresowania się "tą" osobą tylko kilka, bo może się zdarzyć, że akurat na tej lekcji kiedy ją obserwujesz może być czymś zajęta i sprawiać wrażenie, że nie jest zainteresowana resztą klasy, ale na drugiej lekcji może być zupełnie inaczej. To są takie moje małe rady. Więc jeżeli macie kogoś takiego w klasie to na prawdę warto jej pomóc. Jak powiedziałam na początku to nie jest blog tylko dla ludzie samotnych, ale dla wszystkich, bo wokół każdego na pewno znajdą się takie osoby, które są bardziej nieśmiałe niż inni. Dlatego takie "wskazówki" co do takich osób będą również w innych postach więc czekajcie ;) Jeżeli to czytasz to bardzo się cieszę ;) Czekam na więcej subskrypcji oraz komentarzy;) Pozdrawiam :D :D :D
poniedziałek, 4 maja 2015
Znów szara codzienność...
Niedawno wróciłam ze szkoły. Jak zawsze nie jestem w najlepszym humorze, jednak może reszta dnia przyniesie więcej szczęścia. Przyczyną mojego smutku jest oczywiście... szkoła. Praktycznie przez cały czas siedziałam nie rozmawiając z nikim. Niby się już przyzwyczaiłam jednak nadal nie mogę się z tym pogodzić. Ale żeby nie było tak smutno chciałam wam dodać zdjęcia z wczoraj. Byłam z rodziną w pewnym miejscu blisko naszego miasta. Pamiętajcie o tym, że z rodziną również można się bardzo dobrze bawić ;) Taki wypad to coś pięknego ;)
W najbliższych dniach lub może dzisiaj pojawi się kolejny post związany z jednym z tematów ze szkoły. Nie wiem czy się uda, bo muszę się uczyć. Ale postaram się. Miłego dnia :D
sobota, 2 maja 2015
Rozpoczęcie "serii" szkoła!
Hej! Postanowiłam, że zamiast zrobić jednego wielkiego posta o szkole to będę pisała co jakiś czas posty o życiu w szkole osoby samotnej, ale za każdym razem poruszę inny temat. To znaczy, że raz napiszę o w-f-ie drugi raz o nauczycielach, siedzeniu samotnie w ławce itd.
W tym poście napiszę ogólnie jak czuje się osoba, która jest odepchnięta od reszty klasy, czyli taka jak ja. Może ja nie jestem do końca odepchnięta od klasy tylko bardziej brakuje mi śmiałości żeby zmienić tą sytuację....
Zacznę od tego jak wygląda moja sytuacja w szkole. Nie chodzi o to, że jestem wyśmiewana, widocznie odpychana przez całą klasę tylko myślę, że więcej winny jest tu u mnie. Po prostu ja nie umiem nikogo zagadać, zapytać czy mogę usiąść z nim w ławce, ogólnie porozmawiać. To jest taka jakby blokada, która ci mówi: "Nie rób, tego.Jak to zrobisz będziesz się narzucać". Za każdym razem, gdy chcę kogoś np. zapytać czy wrócimy razem do domu to boję się, że się właśnie narzucę tej osobie lub ona się nade mną zlituje i tylko dlatego nie odmówi. Inni ludzie mogą mnie spostrzegać jako dziwną, bo bardzo mało się odzywam. Nie wiem jak to zmienić.... W szkole praktycznie przez cały czas się wcale nie odzywam... chyba że mówiąc: "Dzień dobry" nauczycielowi lub ktoś się mnie o coś zapyta (co zdarza się naprawdę rzadko). Według mnie najgorszy jest ten ból, kiedy reszta klasy siedzi razem w kupie, śmieje się, nie zwraca na ciebie uwagi a Ty siedzisz z boku sama i łzy same napływają Ci do oczu... Nawet, gdy teraz o tym pisze nie wiecie jak ściska mnie w sercu... Wiele razy w szkole ledwo powstrzymywałam się od płaczu. Jednak wiem, że muszę walczyć, nie poddawać się. Dla mnie każde odezwanie się do kogoś jest wielkim krokiem w przód. Jeżeli chodzi o moje oceny w szkole to są one dobre. Na półrocze miałam pasek, więc jest ok. , ale to jest też wynik tego,że z nikim się nie spotykam i mam dużo czasu na naukę. To jest chyba jedyny plus tej sytuacji. Jednak lepiej byłoby się pouczyć wspólnie z przyjaciółką...
Mniej więcej opisałam jak to jest u mnie. Reszty dowiecie się w innych postach. Tam będą wszystko opisywała bardziej szczegółowo. Chciałam jeszcze dodać, że ten blog nie jest po to, aby użalać się nad sobą tylko po to żebym motywowałam ludzi do nie poddawania się. Jest to bardzo ważne. Może po tym poście tego tak nie wygląda, ale zobaczycie w kolejnych ;) Pozdrawiam i dobranoc ;D
W tym poście napiszę ogólnie jak czuje się osoba, która jest odepchnięta od reszty klasy, czyli taka jak ja. Może ja nie jestem do końca odepchnięta od klasy tylko bardziej brakuje mi śmiałości żeby zmienić tą sytuację....
Zacznę od tego jak wygląda moja sytuacja w szkole. Nie chodzi o to, że jestem wyśmiewana, widocznie odpychana przez całą klasę tylko myślę, że więcej winny jest tu u mnie. Po prostu ja nie umiem nikogo zagadać, zapytać czy mogę usiąść z nim w ławce, ogólnie porozmawiać. To jest taka jakby blokada, która ci mówi: "Nie rób, tego.Jak to zrobisz będziesz się narzucać". Za każdym razem, gdy chcę kogoś np. zapytać czy wrócimy razem do domu to boję się, że się właśnie narzucę tej osobie lub ona się nade mną zlituje i tylko dlatego nie odmówi. Inni ludzie mogą mnie spostrzegać jako dziwną, bo bardzo mało się odzywam. Nie wiem jak to zmienić.... W szkole praktycznie przez cały czas się wcale nie odzywam... chyba że mówiąc: "Dzień dobry" nauczycielowi lub ktoś się mnie o coś zapyta (co zdarza się naprawdę rzadko). Według mnie najgorszy jest ten ból, kiedy reszta klasy siedzi razem w kupie, śmieje się, nie zwraca na ciebie uwagi a Ty siedzisz z boku sama i łzy same napływają Ci do oczu... Nawet, gdy teraz o tym pisze nie wiecie jak ściska mnie w sercu... Wiele razy w szkole ledwo powstrzymywałam się od płaczu. Jednak wiem, że muszę walczyć, nie poddawać się. Dla mnie każde odezwanie się do kogoś jest wielkim krokiem w przód. Jeżeli chodzi o moje oceny w szkole to są one dobre. Na półrocze miałam pasek, więc jest ok. , ale to jest też wynik tego,że z nikim się nie spotykam i mam dużo czasu na naukę. To jest chyba jedyny plus tej sytuacji. Jednak lepiej byłoby się pouczyć wspólnie z przyjaciółką...
Mniej więcej opisałam jak to jest u mnie. Reszty dowiecie się w innych postach. Tam będą wszystko opisywała bardziej szczegółowo. Chciałam jeszcze dodać, że ten blog nie jest po to, aby użalać się nad sobą tylko po to żebym motywowałam ludzi do nie poddawania się. Jest to bardzo ważne. Może po tym poście tego tak nie wygląda, ale zobaczycie w kolejnych ;) Pozdrawiam i dobranoc ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)




