Takie duże, bo słabo było widać. Teraz trochę nie wyraźnie, ale da się odczytać:P
Dlaczego zaczęłam ćwiczyć?
Jak wspominałam w ostatnim poście planowałam to od bardzo dawna. Wiedziałam, że gdy rozpoczną się wakacje zrobię to! Często jest tak, że jak mówimy sobie, że zaczniemy coś za tydzień, miesiąc to nie dotrzymujemy słowa. "Jeżeli masz zamiar coś zrobić to zacznij teraz, nie jutro" Zgadzam się z tym, ale w tym przypadku udało mi się. Miałam świadomość, że nie mogę odkładać, ale jednocześnie w roku szkolnym nie było czasu, ani siły na ćwiczenia. Właśnie dlatego OD RAZU, kiedy tylko przestałam chodzić do szkoły wzięłam się za treningi. Chciałam też zacząć wcześniej, żeby mieć więcej czasu na osiągniecie efektów, bo nie wiem, czy po rozpoczęciu roku uda mi się utrzymać to co zaczęłam. Głównym powodem była i nadal jest chęć poprawienia swojego wyglądu. Źle się czułam z tym jak wyglądam i wiedziałam, że muszę to zmienić. "Żeby to osiągnąć trzeba wziąć się do pracy!" Po drugie chciałam mieć jakieś zajęcie na wakacje. Bałam się tego, że po raz kolejny zmarnuję ten piękny czas i było to takie "ubezpieczenie" na to, że zawsze będę mogła powiedzieć: "ćwiczyłam i osiągnęłam efekty". Ogólnie chciałam coś zmienić w swojej rutynie, codzienności.
Na początku zrobiłam błąd. Postanowiłam, że będę ćwiczyła 6 razy w tygodniu "Skalpel":
Jakoś od początku lipca (myślę, że mogło być około 5) mój plan wyglądał tak:
Poniedziałek: "Skalpel"
Wtorek: "Ekstra Figura"
Środa: "Killer"
Czwartek: "Skalpel"
Piątek" "Ekstra Figura"
Sobota: "Killer"
Niedziela: Przerwa!
Pasowało mi to :) Ogólnie to zaczęłam dużo czytać i oglądać filmy na te tematy. Natknęłam się na informacje, że najlepiej ćwiczyć 5 razy w tygodniu, a 6 to trochę za dużo. Podobno przy 5 razach efekty są lepsze niż przy 6. Przemyślałam to no i uznałam, że może rzeczywiście. Ostatni tydzień wyglądał tak samo, tylko że była jeszcze jedna przerwa - w czwartek. Sama nie wiem, czy lepiej ćwiczyć tak, czy wrócić do 6 razy w tygodniu. Może ktoś mi pomoże?
Zauważyłam też, że po tej jednodniowej przerwie bardzo trudno się znów zebrać i wejść w rytm. Szczerze to najchętniej ćwiczyłabym codziennie :D Może nie wierzę w to co mówię, ale czasami naprawdę tak myślę.
Początki były dosyć ciężkie, chociaż myślałam że będzie o wiele gorzej. Po pewnym czasie stało się to przyjemnością. Wtedy się wyłączam, nie myślę o niczym i mogę się wyżyć. Trochę taka terapia... Ale jaka skuteczna. Pamiętam jak jeszcze ćwiczyłam z siostrą. Wtedy nie czerpałam z tego przyjemności, nie czułam się lepiej po treningach. Teraz po ćwiczeniach mam mnóstwo energii, lepszy humor i poczucie szczęścia z tego, że wreszcie robię coś dla siebie. Nie wiem, dlaczego teraz tak jest...skąd mam w sobie tyle motywacji? Chcę dalej ćwiczyć i patrzeć na efekty. Jesteście pewnie ciekawi czy są. Pewnie, że są! Widzę, że brzuch, nogi, ręce...wszystko się pomału zmienia :) Bardzo mnie to cieszy. Dziś się zważyłam i na wadze ubyło mi 2 kg. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale podobno wagą nie należy się sugerować, bo w tym czasie przybywa mięśni, które są cięższe od tłuszczu. Dla mnie to dużo. Tym bardziej, że do "wymarzonej" wagi (cel który sobie postanowiłam) brakuje mi jeszcze 2 kg :) Mam nadzieję, że się uda. Najważniejsze, że mentalnie czuję się lepiej (przynajmniej na czas ćwiczeń i trochę po nich). Jeszcze dodam, że ZAWSZE ćwiczę rano. Mam to z głowy i cały dzień przed sobą. Bardzo Was zachęcam, abyście też zaczęli robić coś dla siebie! Miałam napisać jeszcze o tym co jem, ale na pewno nie w tym poście :) Jeżeli będziecie chcieli to zrobię to w kolejnym. Dajcie znać i powiedzcie o czym nie mogę zapomnieć, co chcielibyście wiedzieć. Może jakieś proste przepisy? Dziękuję za przeczytanie. Pozdrawiam.






















