sobota, 28 maja 2016

Obowiązki

 Ostatnio widzę dużo  filmików na YouTubie o tym, że w czasie, gdy skończymy szkołę będziemy do niej tęsknić. Myślę, że większość ludzi właśnie tak ma. Często mówi się: "Jak będę dorosły, będzie super, będę mógł robić co chce, nie będę musiał się uczyć" Jednak wiadomo, że w dorosłości może nie ma tej nauki, ale jest masa innych obowiązków i praca. Kiedyś będziemy zazdrościli dzieciom szkoły i z chęcią zechcemy wrócić do młodzieńczych lat. Dlatego myślę sobie: "Może szkoła nie jest jednak taka zła?" W końcu uczy nas przebywania z ludźmi, współpracy, otwartości, bo czy chcemy czy nie musimy tam chodzić i być w grupie. Myślę, że gdyby nie było obowiązkowej edukacji większość nastolatków siedziała by całymi dniami w domu i nie rozmawiała z ludźmi. A tak to chociaż te kilka godzin w ciągu dnia uczymy się wymieniać poglądy.  Pewnie myślicie sobie "Kto to mówi?" Tak...sama mam z tym duże problemy , ale gdyby nie szkoła było by ze mną o wiele gorzej. W końcu to dzięki projektom szkolnym zbliżyłam się do niektórych osób i zaczęło się układać.

Szkoła wiąże się z obowiązkami, co nam przeszkadza. Jednak one będą zawsze, a w dorosłym życiu jeszcze więcej. Szczerze powiedziawszy jak patrzę na niektórych ludzi, to na prawdę nie mają ich tak dużo (to znaczy mają, ale ich nie wykonują), jedynie praca. "Jedynie" - wiadomo, że to już dużo i wymaga dużego wysiłku, ale czasem spotykam się z historiami, że...przypuśćmy jest małżeństwo. Obydwoje pracują. Kobieta chodzi do pracy, po powrocie sprząta, pierze, gotuje, robi wszystko i jeszcze opiekuje się dziećmi, nie ma kiedy odpocząć. A chłopak idzie do pracy, wraca, rozkłada się na kanapie i mówi, że musi odpocząć, bo jest niesamowicie zmęczony i nie robi już dosłownie nic. Tłumaczy przy tym często, że to kobieta jest od zajmowania się domem.  W szkole była nauczycielka w takiej sytuacji i nie wytrzymywała psychicznie i fizycznie. Było widać  po niej  zmęczenie, zmieniła się, była  przygnębiona, smutna, a wcześniej - wesoła, pogodna, radosna i biło od niej mnóstwo pozytywnej energii. Była jednym z moich ulubionych nauczycieli i było mi jej żal.Często słyszałam, jak na korytarzu kłóciła się z mężem przez telefon, raz krzyczała, że  ma nie przyjeżdżać do szkoły, tylko żeby odebrał dzieci z przedszkola.. Do tego doszedł alkoholizm. Taką postawą robimy krzywdę sobie oraz innym. Możemy na prawdę sprawić  dużo przykrości drugiej połówce i doprowadzić ją do złego stanu.Ważne jest, żeby znać swoje obowiązki, co należy robić, aby było dobrze. Chyba nikt nie chce być uciążeniem dla innych. Niektórzy ludzie tak potrafią i ja kompletnie tego nie rozumiem. Należy się nad tym zastanowić....to też tyczy się nas. W sensie, że jesteśmy na utrzymaniu naszych rodziców i prawdą jest, że mają oni obowiązek zapewnić nam dom, jedzenie, miłość, podstawowe produkty i do 18 roku życia są za nas odpowiedzialni. Jednak im wcześniej zaczniemy się usamodzielniać, pomagać w domu, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będziemy żyli w ten sposób, jak tamten mężczyzna. Musimy uczyć się wykonywania najbardziej podstawowych czynności, żeby radzić sobie w życiu i dać w przyszłości szczęście innym.

 Mogę też przytoczyć przykład dziewczyny, która jest na studiach i mieszka z moją kuzynką. W ogóle sobie nie radzi, na zajęcia budzą ją....rodzice - telefonem.  Serio... Gdy nie ma zajęć śpi zazwyczaj do 14, 15, w ogóle nie sprząta, jest jeden wielki bałagan i kuzynka wiele rzeczy musi robić za nią, bo wiadomo...Takim zachowaniem utrudniamy życie innym, nie jest łatwo mieszkać z taką osobą.  Dlatego zastanówcie się, jak wy podchodzicie do tego wszystkiego, o co proszą was rodzice. Brzmi to głupio, ale taka prawda.  Warto im pomagać, uczyć się tego, bo wyjdzie nam to na dobre. Wiadomo, że zazwyczaj się nie chcę, ale przecież  nikomu się nie chce!Trzeba to zrobić i już. Najlepiej się przyzwyczajać. Często największą winę ponoszą rodzice, którzy pozwalają dzieciom na wszystko i  robią za nich nawet najprostsze czynności. Później odbija się to na całym otaczającym ich świecie. To smutne... Dlatego mając własny rozum starajmy się żyć tak, aby przewidywać konsekwencje wszystkiego co robimy.  Nie ma rodziców, ogólnie ludzi, którzy byliby idealni. Jeżeli widzimy coś, na co oni nie zwrócili uwagi w wychowaniu nas, to pomóżmy im w tym i bądźmy odpowiedzialni sami za siebie. Już jesteśmy w stanie to zrobić. Nie mamy 6 lat. Mamy własny rozum.  Im większą odpowiedzialnością się będziemy wykazywać, tym łatwiej będzie nam żyć i będziemy potrafili stworzyć szczęśliwe życie.  
Pamiętajmy o naszych obowiązkach i nacieszmy się szkołą, bo potem może nam jej brakować. Tym bardziej jeżeli mamy tam fajnych przyjaciół. Nie traktujmy tego jako przymus, bo ciągłe narzekanie nie przyspieszy czasu. 


 Dziękuję za przeczytanie, będzie mi miło, jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza ^^ Jeżeli mój blog Ci się spodobał dołącz do listy obserwatorów. Pozdrawiam!

sobota, 21 maja 2016

Trochę o szkole i nie tylko.

Hej! Witam w nowym poście, po ponad dwutygodniowej przerwie. Bardzo przepraszam, że tyle czasu nie pisałam. Może już nie będę się tłumaczyć... myślę, że każdy domyśla się powodów...

 Dawno nie pisałam o tym, co u mnie, jak to jest w tej szkole. Obiecałam, że nie będzie takich smutnych, ponurych wpisów, gdzie mówię tylko o moich problemach. Udało się.. powodem tego głównie jest to, że zaczyna się wszystko układać. Małymi kroczkami, ale idzie w dobrym kierunku. Bardzo cieszę się z tego powodu.

Teraz tak się zastanawiam, kiedy zaczęło być lepiej...Dochodzę do wniosku, że wszystko dzięki...UWAGA! - projektom szkolnym :D Jak zaczynaliśmy je robić, musieliśmy się dosyć często spotykać, tym samym więcej rozmawialiśmy, spędzaliśmy razem czas. Głównie chodzi tutaj o W., bo to z nią  najbardziej się dogaduje.  Z Z.(koleżanka z klasy, z którą robimy projekt) nie jest za dobrze. Czuję, że nie bardzo mnie lubi, bywa dla mnie wredna. Tutaj już sama nie wiem, jak to jest...Mało rozmawiamy, więc zobaczymy z czasem. Podczas robienia projektów też były problemy...prawie się pokłóciłam z W., ale po chwili doszłam do wniosku, że nie ma o co się obrażać i było ok. Chodziło głównie o to, że W. lubi wszystkich pouczać i mówić, jak mają robić daną czynność, kiedy tymczasem sama dokładnie nie wie, jak to wykonać. Wtedy coś tam robiłam, po wspólnym ustaleniu jak ma to wyglądać, a potem miała pretensje, że zrobiłam to źle i było logiczne, że nie wyjdzie...  Tutaj od razu moja samoocena spadła, poczułam się na prawdę źle i powiedziałam, że jak chce może zrobić to sama... lepiej. Ale trudno...nie może być zawsze dobrze. Potem kilka razy byłyśmy na rolkach i było bardzo fajnie, dużo gadałyśmy, wspominałyśmy czasy, kiedy byłyśmy przyjaciółkami i  śmiałyśmy się z niektórych, naprawdę kompromitujących rzeczy. Ale najważniejsze, że jest co wspominać..trochę się tego uzbierało :D

Najlepszy był dzień przedwczorajszy, jeden z lepszych od długiego czasu. Z. zaprosiła nas na urodziny (zdziwiłam się, że mnie też). Zastanawiałam się czy pójść, bo miałam wątpliwości, czy było to szczere, ale uznałam, że nie mogę się wiecznie izolować, muszę spróbować, przynajmniej będę wśród ludzi. Poszłyśmy na miasto po prezent, a potem grałyśmy w piłkę. Było fajnie, i szczerze powiedziawszy lekko podniosła moją samoocenę, praktycznie paroma słowami, ale powtórzyła je kilka razy. Powiedziała też, że mi zazdrości (?) Na początku nie wiedziałam, czy odebrać to wszystko jako komplement, czy się po prostu ze mnie śmiała, ale potem powiedziała, że to pierwsze. Zadała mi też jedno pytanie, które sama sobie wtedy zadałam, a mianowicie: "Dlaczego Ty nigdy nie masz własnego zdania?" Zaskoczyła mnie tym, ale ja wiem, że tak właśnie jest. To znaczy mam, tylko nie potrafię, boję się je powiedzieć. Staram się bardziej otwierać, mówić to, co myślę, jednak nie zawsze mam na to odwagę. Zauważyłam, że im więcej z kimś przebywam czasu, tym więcej mówię... tak też właśnie było. Na początku  ona głównie mówiła, ja słuchałam, z czasem to się wyrównało, a na końcu powiedziałam być może za dużo... Jest to drobnostka, ale mało komu bym o tym powiedziała ..to jest dowód, że musiałam jej zaufać i myślę, że się nie zawiodę. Jednak muszę być ostrożna. Potrzebuję też czasu...chciałabym, aby udało nam się odbudować dawną przyjaźń. Nie wiem, czy ona by chciała, ale chyba tak. Trochę też zmyliło mnie to, że w szkole zachowuje się inaczej. W sensie, że w szkole jest bardziej przygnębiona, smutna, mniej otwarta, rozmawiamy mało. Może mam tylko takie wrażenie...nie wiem.

Mogę jeszcze trochę opowiedzieć o urodzinach. Nie żałuję tego, że poszłam. Trochę bardziej się tam otworzyłam, mówiłam więcej niż zwykle. Dobrze zaczęłam dogadywać się z jeszcze jedną dziewczyną, nazwijmy ją N. Jest ona bardzo pewna siebie, to ona zawsze rozluźnia atmosferę w towarzystwie, tak samo było wczoraj. Na początku była krępująca cisza, jak to zwykle bywa, ale dzięki niej rozmowa się rozkręciła. Jestem jej wdzięczna, że jako pierwsza wyciągnęła do mnie rękę, często nie zna umiaru i za bardzo się z czegoś śmieje lub nabija. Ale potrafi być na prawdę poważna i ze mną zazwyczaj tak rozmawia...co jest dziwne. Kiedyś bałam się do niej odezwać...ja nieśmiała, ona pewna siebie... Podziwiam jej odwagę, ale wiem też, że bardzo łatwo ją zranić. Na początku gimnazjum najczęściej siedziałam całkowicie sama, nie miałam nikogo, z kim mogłabym pogadać (nadal są takie momenty) i to ona czasem podchodziła, pytała co u mnie i to było bardzo miłe. Porównując pierwszą klasę i  to, co jest teraz, to jest na prawdę dobrze. Nadal są smutne sytuacje, nieporozumienia, gorsze dni, ale idę w dobrym kierunku. Chciałabym tego nie zepsuć..może dacie mi jakieś rady, co mogę zrobić, aby było jeszcze lepiej, jak się bardziej otworzyć.
Ogólnie rzecz biorąc jestem coraz weselsza i częściej się śmieję. Wszystko się układa, siostra jest szczęśliwa, kilka dni temu wydała na świat małą Nikole ♥ Jest  piękna, zdrowa.  Nie czuję się aż tak samotnie, jak jakiś czas temu, jestem odrobinkę pewniejsza siebie i zrozumiałam, że warto zawalczyć o swoje. Po prostu wszystko jest super! Tak się cieszę...Zarazem boję się, że to tylko chwilowe...zobaczymy.  Więc teraz wiecie, jak to u mnie jest, możecie trzymać kciuki, żeby było coraz lepiej. Napiszcie, co u Was  :) Dziękuję za przeczytanie. Pozdrawiam!

niedziela, 8 maja 2016

DDOB i wiosna!

Hej! 
Tak wiem - bardzo dużo osób piszę o Daily Dose of Beauty. Uważam jednak, że ten portal jest godny polecenia i należy go rozpowszechniać. Widziałam takich postów dużo, jednak dopiero za którymś razem z kolei postanowiłam sprawdzić co to takiego. Dlatego może po moim wpisie ktoś się skusi i wreszcie odwiedzi DDOB Serdecznie zapraszam i zachęcam Was do założenia swojego konta.
Jest to bardzo łatwa w użytkowaniu strona: ładna, kolorowa. Rejestracja jest bardzo prosta i zajmuję niewiele czasu. Gdy będziemy po wszystkim wystarczy kliknąć "Dodaj wpis" znajdujący się w lewym górnym rogu i wkleić link do któregoś w naszych postów. Możemy dodać tam tagi, dzięki którym ktoś będzie mógł łatwiej znaleźć to, o czym chciałby przeczytać. Być może będzie to właśnie Twoja notka! Oczywiście  my również możemy podać tagi, które nas interesują i naszym oczom ukaże się lista postów odpowiadającym tym tagom. 
Dzięki tej stonce poznawanie nowych blogów staje się łatwiejsze. Wystarczy znaleźć coś, co przykuje naszą uwagę i sprawi, że będziemy chcieli zostać dłużej, a sprawimy tym przyjemność sobie i innym np. zostawiając komentarz.  KAŻDY ZNAJDZIE TAM COŚ DLA SIEBIE! Nie dość, że będzie to ciekawe to możemy rozpowszechnić naszego bloga, zdobywając kolejne komentarze, obserwatorów i poznawać ciekawych ludzi! 
Koniecznie musicie mieć tam konto! Mnie znajdziecie pod nazwą: Natalia07211
 Chyba każdy z nas cieszy się z ze słońca na dworze. Większość wyczekiwała tego ciepła, energii.  Okres jesienno - zimowy był ciężki, ponury, chciało się ciągle spać i na nic nie było ochoty.
Teraz, gdy nadeszła upragniona wiosna - cieszmy się - tak po prostu! Mamy to, czego chcieliśmy. Uważam, że dzisiejsza pogoda jest idealna. Ciepłe słońce z lekkim wiaterkiem. Mogło by być tak cały rok. Aż szkoda siedzieć w domu, lepiej wyjść, podziwiać naturę, porobić zdjęcia, poczuć zapach zbliżających się wakacji!
Wakacje - chciałabym, aby w tym roku były  wyjątkowe, abym je dobrze wykorzystała. Życzę tego również Wam! Najprawdopodobniej całe wakacje spędzę w domu. Miałam plany wyjechać na kolonie, była też opcja  pojechania z W. (stali czytelnicy wiedzą o kim mowa), jednak ona w tym roku wyjeżdża z rodzicami, a samej tak głupio. Mam trochę rzeczy, które chciałabym zrobić w tym wolnym czasie i może kiedyś napiszę o tym w poście (jeżeli będziecie chcieli) Napiszcie w komentarzu, jakie Wy macie plany na wakacje, czy gdzieś wyjeżdżacie. Wiem, że to dość wcześnie na takie pytanie, ale może niektórzy z Was już wiedzą :) Bardzo dziękuję za przeczytanie posta! Na koniec mam kilka zdjęć zrobionych w tamtym roku, bo w tym niestety nie udało mi się żadnych zrobić. Miłego dnia i dużo pozytywnej energii!



Pozdrawiam!

poniedziałek, 2 maja 2016

Recenzja - "Morderstwo odbędzie się..."

Hejka! Przypomniałam sobie, że jedna z czytelniczej poprosiła mnie o zrobienie recenzji mojej ostatniej lektury "Morderstwo odbędzie się...". Na moim blogu nigdy jeszcze takiego posta nie było i nie wiem, czy mi to wyjdzie, dlatego proszę o wyrozumiałość :) Postaram się do tego przyłożyć, tak aby opisać w skrócie, ale nie zdradzić za dużo. 
 Zacznijmy od tego, jak ona znalazła się w moich rękach. Otóż bardzo prosto -  jest to lektura szkolna. Najprawdopodobniej od bardzo niedawna, bo komu bym nie powiedziała tytułu to wszyscy się dziwili, że jest taki utwór w wykazie lektur. 



   Książka została napisana w 1950 przez Agathę Christie. Jest to dość znana autorka, głównie pisząca powieści o tematyce kryminalnej. Marzeniem jej było napisanie zwyczajnej powieści...udało się i wydała "Chleb olbrzyma" pod pseudonimem Mary Westmacott. Przez 15 lat nikt się nie domyślił, że to ona. Była miłośniczką muzyki, łamigłówek liczbowych, kochała pływać, zapach kawy i psy. Nie znosiła hałasu, tłumu, papierosów, alkoholu, a przede wszystkim smaku i zapachu gotowanego mleka. Najbardziej zadowolona była z dzieł: "Dom zbrodni", "Próba niewinności" i "Zatrute pióro". Uznała, że światła dziennego nie powinna ujrzeć "Zagadka błękitnego Ekspresu".  Źródłem tych informacji jest wywiad napisany na język polski, który pisałam na postawie tej strony: Aghata Christie
   

   Akcja rozgrywa się w okresie tuż po wojnie  w Chipping Cleghorn. Pewnego dnia  w lokalnej "Gazetce" ukazuje się tajemnicze ogłoszenie informujące o tym, że w danym dniu 29 października o pół do siódmej w  "Little Paddocks" odbędzie się morderstwo. Większość mieszkańców była zdziwiona, jednak bardzo ciekawa tego, co się wydarzy, więc o umówionej porze całe miasteczko zebrało się w domu, gdzie gospodynią była Letycja Blacklock. Nawet ona nie wiedziała, co ma się wydarzyć owego wieczora.  Mieszkała  z przyjaciółką - Dorą Bunner,  Patrickiem i Julią Simmons, którzy byli jej dalekimi krewnymi, Mitzi pełniącą funkcję kucharki i Philipą Haymes pracującą w ogrodzie.   Dora  martwiła się o Letty (tak ją nazywała), ponieważ widziała, że jest zaniepokojona. 
   Gdy wybiła planowana godzina  światła zgasły. Wszyscy mieszkańcy byli przekonani, że jest to zabawa i czekali z niecierpliwością na rozwój akcji. Drzwi otworzyły się, a w nich widać było sylwetkę człowieka z latarką, która wszystkich oślepiała.  Rozległy się dwa huczne strzały rewolweru oraz trzeci, po którym sprawca  upadł na ziemię. Gdy udało się zapalić światła wszyscy byli przerażeni. Zrozumieli, że to nie był żart, tylko prawdziwa zbrodnia.  Pani domu - Letycja została zraniona w ucho. Będący świadkiem całej sytuacji pułkownik Easterbrook  wziął sprawy w swoje ręce i zaczął wydawać poszczególnym osobom polecenia. On sam podszedł do leżącego, martwego mężczyzny i zdjął maskę z jego twarzy. Nikt jednak nie znał młodego chłopaka, który jak się później okazało nazywał się Rudi Sherz.
     Od tego momentu rozpoczęło się śledztwo, które miał prowadzić inspektor Craddock. Ustalono, że Rudi nie mógł działać sam i musieli ustalić, kto mu pomagał. Cały przebieg śledztwa był bardzo różnorodny i trzymający w napięciu. Ciągle pojawiały się nowe wątki, podejrzenia, oskarżenia. Policja doszła do wniosku, ze pani Blakclock jest w niebezpieczeństwie i ktoś chce pozbawić ją życia. Tę teorię potwierdzają kolejne wydarzenia. Mianowicie ginie przyjaciółka Letty - Dora, która wzięła tabletki, leżące na stoliku Letycji Blaklock. Grupa sąsiadów z Chipping Cleghorn postanawia pomóc pannie Blacklock i podczas kolejnego przyjęcia w jej domu decydują się odtworzyć zajście z tragicznego wieczoru. Podczas inscenizacji jedna z mieszkanek, panna Murgatroyd przypomniała sobie to, kogo nie było w salonie tamtego wieczora. Nie zdążyła powiedzieć tego przyjaciółce, która musiała natychmiast opuścić dom i w tym czasie Murg została uduszona. Całe miasteczko żyło w strachu, bo wiedzieli, że każdy z nich może stać się kolejną ofiarą. Bardzo ważną rolę w dochodzeniu odegrała staruszka - detektyw amator. Była  spostrzegawcza i wspólnymi siłami z inspektorem ustalili kto stoi za tym wszystkim. Jednak kto okazał się sprawcą? Jaką rolę miał pełnić Rudi Sherz? Jeżeli jesteście ciekawi odpowiedzi to zachęcam do przeczytania.


  Jeżeli chodzi o moją opinię to książka bardzo mi się spodobała. Cały czas trzymała w napięciu, była ciekawa i niesamowicie mnie wciągnęła. Chciałam czytać więcej i więcej, aby dowiedzieć się jaki będzie koniec. Wszystkie emocje bohaterów przeżywałam razem z nimi i prowadziłam w głowie własne dochodzenie. Przeczytałam ją tak jakby 2 i pół raza :D To znaczy przeczytałam połowę i zrobiłam przerwę, więc zaczęłam od nowa i potem jeszcze raz :D Ja jako osoba prawie wcale nie czytająca książek sama się zdziwiłam, bo przeczytałam ją w trzy dni.

Moja ocena: 8/10

Podsumowując, jeżeli lubicie książki detektywistyczne gdzie sami będziecie sklejać fakty i zostaniecie pochłonięci przez tekst to serdecznie polecam sięgniecie do tego utworu.


Mam nadzieję, że wyszło w miarę dobrze i nie zdradziłam za dużo :) Dziękuję za przeczytanie. Pozdrawiam!