Hej :) Przedwczoraj wieczorem wróciłam do domu z moich pierwszych wakacji z całą rodziną ;) Opowiem Wam po kolei co się działo i wstawię kilka zdjęć :D Życzę miłego czytania i zapraszam :D
Dnia kiedy pisałam ostatniego posta spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby. W dniu wyjazdu wstałam o 5 rano. Ogarnęłam się, ubrałam itd. Zeszliśmy do samochodu z walizkami, torbami i spakowaliśmy wszystko do bagażnika. Ruszyliśmy w drogę do Zatoru. . Dojechaliśmy na parking przed Energylandię po trzech godzinach jazdy. Kierowała nas nawigacja przez co kilka razy pobłądziliśmy, ale daliśmy radę :D Na miejscu okazało się, że Energylandia jest jeszcze zamknięta i że otwarcie jest o 10, pomimo iż w internecie było napisane, że jest czynne od 8. Dobrze, że nie wyjechaliśmy wcześniej... Jak pisałam wcześniej pojechałam z siostrą, jej mężem i ich synem. Męża nazwiemy literką K. , siostrę literką G. a siostrzeńca literką J. A więc K. poszedł po bilety, a przez pół godziny oczekiwania na otwarcie robiliśmy zdjęcia, korzystaliśmy z toalety itd. Kilka minut przed 10 przed wejściem utworzyła się kolejka i o 10 drzwi się otworzyły. Zaczęło się sprawdzaniem biletów...gdy już weszliśmy udaliśmy się przed siebie...na początek zrobiliśmy kilka zdjęć z różnymi figurkami po czym stanęliśmy w kolejce do pierwszej atrakcji, która nam się spodobała. Była nim taka łódka, która płynęła raz po wodzie, raz po szynach i w pewnym momencie spadaliśmy w dół, gdzie była woda i chlapała na nas z wielkim pluskiem :P Po tym byliśmy cali mokrzy , ale było super. Dalej byliśmy na jeszcze wielu, wielu kolejkach, ale już dokładnie nie będę tego opisywała :D Napiszę o tym, jak poszliśmy na jedną kolejkę wszyscy oprócz J. On usiadł na ławce, a ja zostawiłam mu swoją torebkę, w której miałam wszystkie i wszystkich rzeczy, bo tylko ja miałam torebkę. Założyłam mu ją na szyję i kazałam pilnować. Bałam się, że może ktoś mu ukraść lub coś takiego i moje przeczucia były dobre...Gdy staliśmy w kolejce spoglądałam co jakiś czas na J. sprawdzając czy z torebką wszystko ok. W pewnym momencie zauważyłam jak młody pan usiadł koło J. Na początku mnie to nie zdziwiło, jednak po pewnym czasie zauważyłam, że się przybliżył do J. i oparł rękę na ławce tuż za J. Wtedy wiedziałam, że jest coś nie tak, tym bardziej, ze ławka była bardzo długa i praktycznie pusta. Powiedziałam siostrze o moim podejrzeniu...zawołaliśmy J. żeby oddał torebkę. Przyszedł, oddał, a tamten pan sobie poszedł. Na szczęście zdążyliśmy na czas. Nie wiem co by było, gdybym nie zauważyła tej całej sytuacji... W tej Energylandii najbardziej podobała mi się RollerCoaster. Byłam na nim na samym końcu i było świetnie :D Tak szybko jechał, że nawet nie było czasu się bać ja powiedział K. :) Siostra niestety na tym nie była, bo po poprzedniej kolejce zrobiło jej się niedobrze. Około 15 mieliśmy iść jeszcze do domu strachu, ale zaczął padać deszcz i wróciliśmy do auta. Pojechaliśmy do Krakowa, a dokładniej do hotelu, który mieliśmy tam zarezerwowany. Szukaliśmy go długo, ale wreszcie trafiliśmy na miejsce. Weszliśmy do środka i się trochę rozpakowaliśmy. Pokój był całkiem ok. Po chwili odpoczynku postanowiliśmy iść na Stare Miasto. Poszliśmy na pieszo. Trochę tam pochodziliśmy, popatrzeliśmy, porobiliśmy zdjęcia. Nie zwiedzaliśmy nic w środku tylko na zewnątrz. Było tam bardzo ładnie...gdy zrobiliśmy się głodni usiedliśmy w pizzerii Dominium i zjedliśmy pizzę. Jedliśmy we trójkę bo J. jadł Happy Meala z Mc Donalda :D Pizza była ok. jednak ja najbardziej lubię z Fenixa....jak mówi cała moja rodzina nic jej nie dorówna :D Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas i nadeszła pora by wrócić do pokoju. Byłam bardzo zmęczona, nogi mnie bolały, bo miałam niewygodne buty i ogólnie ledwo szłam. W pewnym momencie myśleliśmy, że źle idziemy, jednak okazało się że jest dobrze i trafiliśmy do naszych pokoi :) Zasnęłam od razu po umyciu się....
Kolejnego dnia wstałam kilka minut po 7. Zjedliśmy śniadanie, ogarnęliśmy się, ja musiałam umyć głowę oraz się spakowaliśmy. Kierunek naszej dalszej drogi to Zakopane. Podczas drogi napisałam do mamy sms-a co tam u nas słychać i zapytałam co u nich. Po tym sms-ie napisała, że u nich wszystko dobrze i że idą właśnie oglądać smoka. Zdziwiliśmy się i zadzwoniliśmy do mamy. Ona powiedziała, że są w Krakowie i zwiedzają wszystko w przewodnikiem :D Tego się nie spodziewałam :D Dogadaliśmy się, że po zwiedzaniu wieczorem przyjadą do Zakopanego :D "Przyjadą", bo w Krakowie była cała reszta naszej rodziny, czyli moja mama i dwaj bracia :D W Zakopanem byliśmy po dwóch godzinach jazdy. Ponieważ mieliśmy zaklepany nocleg tylko w Krakowie to zaczęliśmy od szukania miejsca do przespania się. Było strasznie ciężko. Szukaliśmy ponad 3 godziny. Wszędzie nie było wolnych pokoi lub tylko jeden, a musieliśmy mieć miejsce dla 7 osób. Chcieliśmy znaleźć w centrum, blisko Krupówek, jednak po kilku godzinach, gdy wszyscy byli zmęczeni marzyliśmy o czymkolwiek. Straciliśmy nadzieję, że cokolwiek znajdziemy. W końcu zauważyliśmy pana stojącego z plakietką "pokoje". Podjechaliśmy do niego i zapytaliśmy. Miał wolne dwa pokoje w karczmie 3 km od centrum i jakiś domek, ale bardzo blisko centrum. Pojechaliśmy pod ten domek aby go obejrzeć ale okazało się że już jest zajęty (w sumie to dobrze bo nie wyglądał zbyt ładnie, przynajmniej na zewnątrz). Pojechaliśmy do karczmy. Gdy dojechaliśmy przed nami ukazał się piękny zielony budynek. Przed nim były altanki, plac zabaw i bardzo dużo miejsca. Nasze pokoje były na 5 piętrze, więc trzeba było się trochę pomęczyć żeby wejść, ale nie na marne... Pokój był bardzo ładny, ponieważ był na samej górze to był dwu piętrowy. Na dole było jedno łóżko dwuosobowe, a na górze w jednym pokoju 3 jednoosobowe a w drugim 2. Widok z takiej wysokości był przepiękny na góry. Bardzo podobało mi się to miejsce :) Wiedziałam, że lepszego miejsca byśmy nie znaleźli. Ja miałam ten większy pokój z tymi, którzy mieli przyjechać wieczorem, a moja siostra z mężem i synem mieli ten mniejszy :) Gdy się troszkę rozpakowaliśmy postanowiliśmy wybrać się na Krupówki. Był już wieczór... około godziny 19, więc cały dzień zleciał na jeżdżeniu. Pojechaliśmy autem i stanęliśmy na parkingu, po czym poszliśmy kilka metrów na pieszo... Zjedliśmy tam kolację, chodziliśmy w tą i z powrotem... i tak zeszło do późnego wieczora. Zadzwonił mój brat , że dojechali do Zakopanego, więc umówiliśmy się żeby przyjechali na Krupówki. Mieliśmy się spotkać koło kościoła. Udało się, znaleźliśmy się bardzo szybko. W tym momencie oni musieli zjeść kolację więc oni jedli a my z nimi rozmawialiśmy o podróży i o wszystkim co się wydarzyło. Gdy zjedli znaleźliśmy swoje auta i pojechaliśmy do pokoju. Dorośli wypili po jednym piwie, pooglądaliśmy zdjęcia i przyszedł czas na sen :D Ja usnęłam od razu...
Kolejnego dnia mieliśmy zaplanowane zdobycie Morskiego Oka. Wstaliśmy około godziny 8, ogarnęliśmy się, zjedliśmy śniadanie i o 10 wyjechaliśmy busem na miejsce. Stanęliśmy w kolejce po bilety...poszło bardzo szybko i weszliśmy. Zapowiadało się 9 km czyli 2 h 20 min drogi w jedną stronę. Na początku było trudno, ale jak już się rozchodziliśmy to szło coraz łatwiej. Cały czas trzeba było pić dużo wody, ale im dłużej szliśmy tym robiło się coraz chłodniej. Pod koniec strasznie bolały mnie nogi i nie wiedziałam ile jeszcze, ale za chwilę ujrzałam ten piękny krajobraz Morskiego Oka. Wtedy wiedziałam, że warto było iść dla tego widoku. Porobiliśmy zdjęcia, odpoczęliśmy na kamieniu, popatrzyliśmy i przyszedł czas na powrót. Teraz było z górki. Wcześniej szliśmy pod górę, a teraz z górki :D Nogi same niosły....droga znów była bardzo długa. Pod koniec moje nogi ledwo szły i zaczął padać deszcz. Jednak to fajnie nas ochłodziło. Nawet nie wiecie jakie to cudowne uczucie, gdy widzisz miejsce z którego wyszedłeś 5 godzin temu. Ogarnia Cię taka radość i duma, że tyle przeszedłeś :D Gdy wyszliśmy z tej "bramy" ujrzeliśmy mnóstwo busów czekających na klientów. Znaleźliśmy busa odpowiedniego dla nas czyli centrum Zakopanego. Wsiedliśmy i nasze nogi wreszcie mogły odpocząć. Jechaliśmy bardzo długo, bo kierowca zabierał jeszcze z przystanków ludzi i jechał bardzo okrężnie. Trochę mnie to zdenerwowało, bo wszyscy byli strasznie zmęczeni. Ja już przysypiałam. Wreszcie wysiedliśmy w centrum i poszliśmy zjeść obiad. Potem wróciliśmy do domu busem. Po powrocie ja z mamą i moja siostra z K. położyliśmy się przespać. Ja praktycznie wcale nie usnęłam, bo moi bracia hałasowali. Po godzinnej drzemce znów wybraliśmy się na Krupówki. Tam znów pokręciliśmy się, posiedzieliśmy i znów wróciliśmy do pokoi. Po raz kolejny zasnęłam bez problemu....
Czwartego dnia wstałam o 8, bo musiałam umyć głowę, a przed 10 mieliśmy jechać na Spływ Dunajcem. Zdążyłam umyć, wysuszyć, uczesać siebie, siostrę i mamę... Po ogarnięciu się zeszliśmy na dół do czekającego na nas busu. Wszyscy myśleliśmy, że to będzie krótka droga, jednak okazało się że jechaliśmy ponad godzinę. Gdy byliśmy na miejscu nasz kierowca załatwił nam bardzo szybko bilety (dzięki temu nie musieliśmy stać w 2-godzinnej kolejce). Poszliśmy na miejsce gdzie czekały takie jakby tratwy i czekaliśmy na swój numer. Gdy dopłynęła do brzegu na niej stali dwaj flisacy (panowie, którzy byli z nami całą drogę i odpychali tratwę od dna takimi kijami). Poczekaliśmy na więcej osób... Taką jedną tratwą płynie około 12-13 osób. Gdy wszyscy byli na swoich miejscach wyruszyliśmy. Jeden flisak był strasznie zabawny i całą drogę się z nim śmialiśmy. Opowiadał różne historie związane z Pienińskim Parkiem Narodowym, który nas otaczał. Płynęliśmy raz wolno, raz bardzo szybko. Wszystko zależało od Nurtu rzeki :) Z biegiem czasu przed naszymi oczyma wyłaniały się coraz to piękniejsze krajobrazy... Bardzo mi się to wszystko podobało. Było pięknie. Płynęliśmy tak 2 i pół godziny.Dopłynęliśmy do brzegu i tam czekały na nas panie, które sprzedawały pamiątkowe zdjęcie z tej tratwy. Kosztowało 8 zł a wyszło całkiem ładnie więc kupiliśmy :D Przynajmniej będzie pamiątka. Poszliśmy do naszego busu i znów czekała nas ponad godzinna droga. Ja znów spałam większość drogi... Kierowca na nasze życzenie wysadził nas na Krupówkach. Tam ponownie zjedliśmy obiad i wróciliśmy do pokoi. W pokoju odpoczęliśmy i wieczorem zeszliśmy na dół do altanki. Tam siedzieliśmy, mieliśmy przekąski i zamówiliśmy pizzę. Ogólnie atmosfera była bardzo fajna. Potem wróciliśmy do pokoi i poszliśmy spać.
Kolejny dzień to był dzień powrotu do domu. Do 10 musieliśmy opuścić pokój. Spakowaliśmy się, włożyliśmy wszystkie walizki do auta i poszliśmy na herbatę i kawę. Ja piłam Cappuccino. Po wypiciu pojechaliśmy na skocznię. Wjechaliśmy na górę wyciągiem. Na górze popatrzeliśmy, porobiliśmy zdjęcia i znów zjechaliśmy. Kupiliśmy sobie jeszcze lody i gdy byliśmy prawie przy aucie zaczął lać deszcz. Było okropnie, jednak zdążyliśmy na czas do auta...na szczęście. Krople deszczu okropnie waliły o dach samochodu. My siedzieliśmy i jedliśmy lody czekając aż przestanie. Ogólnie na ten dzień mieliśmy jeszcze w planach wejść na Gubałówkę, jednak ten deszcz wszystko popsuł. Po skoczni pojechaliśmy na Krupówki znów coś zjeść :D Jednak się rozdzieliliśmy... ja pojechałam autem z mamą, i braćmi a moja siostra z mężem i synem oddzielnie. Deszcz cały czas padał. Tam gdzie jedliśmy czekaliśmy bardzo długo na zamówienie....ponad pół godziny...Było to strasznie denerwujące i męczące...Po zjedzeniu kupiliśmy jeszcze kilka pamiątek i spotkaliśmy się na stacji BP. Dwoma autami wyruszyliśmy w drogę powrotną. Jechaliśmy strasznie długo....było chyba z 6 i pół godziny. Były korki i wypadki... Jeszcze opowiem co odwaliłam :) Gdy stanęliśmy na toaletę i małą przerwę na stacji to kupiłam sobie hot - doga. Tak mi się akurat trafiło, że na dole był dziurawy i wylatywał z niego cały keczup. Przez to ubrudziłam całą bluzkę :D Później w aucie ją zmieniłam na czystą :D Gdy dojechaliśmy do domu byłam bardzo zmęczona i ucieszyłam się, gdy zobaczyłam mój cieplutki domek :D Tego dnia usnęłam błyskawicznie...
Kolejnego dnia czyli wczoraj obudziłam się z bólem głowy....wykąpałam się, umyłam głowę. W wanie poczułam że robi mi się niedobrze. Gdy wyszłam w łazienki było ok. i zaczęłam pisać tego posta. Jednak musiałam przestać, ponieważ musiałam zwymiotować :( Poczułam się lepiej i pisałam dalej jednak po jakimś czasie poczułam się taka słaba, że wyłączyłam laptopa i położyłam się spać. Wstałam o 15 i znów wymiotowałam. Później do końca dnia wszystko co wypiłam i zjadłam wylądowało w toalecie. Czułam się okropnie. Wieczorem mój brat także zaczął wymiotować. Wtedy pomyśleliśmy że to po surówce, którą jedliśmy w tej karczmie. Nie dość że tyle czekaliśmy to jeszcze nas otruli. Właściwie to tą surówkę jadła też moja mama i brat, ale najwyraźniej oni są bardziej odporni.. Po niczym innym raczej wymiotować nie mogłam. Dlatego właśnie post jest dopiero dzisiaj a nie wczoraj. Przepraszam za to no ale cóż. Zdjęcia z wyjazdu dodam w następnym poście jak zgram wszystko na laptopa.:D
Aha..i jeszcze mówiąc ogółem wyjazd mi się bardzo podobał i wiem, że będę tęskniła za tym pięknym widokiem gór...cieszę się że byliśmy tam całą rodziną. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś taki wyjazd nas spotka :D Gratuluję jeżeli dotrwałaś/eś do końca tego posta :) Dzięki za przeczytanie i pozdrawiam :D :D :D
Ale przygody ;) takie wyjazdy to zawsze mnóstwo wspomnień :)
OdpowiedzUsuńCzekam na zdjęcia ^^ pewnie są ładne :))
Przykro tylko,że tak źle się czułaś ;/
Zdjęcia wyszły średnio (według mnie) no ale coś tam wstawię :D
UsuńCzekałam na ten post:D Ale mieliście przygody;) Ja w tym roku też miałam jechać na południe Polski, ale nie wyszło. Czekam na zdjęcia:)
OdpowiedzUsuńDziwne jest to, że ja po powrocie też źle się czułam, byłam cały czas śpiąca, prawie zwymiotowałam (na szczęście mięta mi pomaga) i ogólnie byłam słaba. Ale najdziwniejsze jest to, że moi rodzice mieli podobne objawy... Może Nam też coś zaszkodziło, albo coś jest w powietrzu...
http://caro-say-hello.blogspot.com
No właśnie my też myśleliśmy, że może miana powietrza tak wpływa na organizm....no nie wiem...dzisiaj nie wymiotuję ale jestem bardzo śpiąca...
UsuńWow super przygody. Bardzo dobrze ze zauważyłaś tego pana co według mnie chciał naprawdę ukraść te walizki. Dobrze ze juz nie wymiotujesz :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń:) To nie były walizki tylko moja torebka :)
UsuńŹle przeczytałam xD
UsuńAle super wakacje! Ta Energylandia to naprawdę odlotowe miejsce, chociaż ja tam byłam, kiedy jeszcze nie było Rollercoastera (chyba 2 lata temu) i też było bardzo fajnie. Dobrze, że w porę zauważyłaś tego faceta, bo to się mogło źle skończyć :)
OdpowiedzUsuńTak jak wspominałam, Kraków to też coś pięknego, nawet jeśli cały czas byliście na zewnątrz, i nie mam pojęcia, co ludzie widzą takiego w Warszawie, przecież Kraków jest prześliczny! ;)
Zakopane i Krupówki też ujdą, widoczki pewnie też miałaś niczego sobie, co? Trochę szkoda że szukaliście pokoi aż 3 godziny, ale z drugiej strony, lepiej żeby się przygotowywać wcześniej na takie wyprawy. Morskie Oko to zdecydowanie nie dla mnie, chyba bym umarła, jakbym miała tam iść... Ta pogoda robiła wam straszne problemy, zwłaszcza deszcz, no ale w górach to normalka.
Szkoda że się strułaś, ale najważniejsze że wróciłaś cała, zdrowa i zadowolona.
Pozdrawiam i czekam na zdjęcia. ;)
:) Dzięki za komentarz :D Tak...widoki były piękne...:D
UsuńSzczerze mówiąc myślałam że nie doczytam tego posta, ale było warto. Takie przygody to super sprawa :)) Na Krupówkach pewnie pełno ludzi, widoki musiały być niesamowite (przecież to nasze polskie Zakopane), jedzenie też pewnie pyszne.
OdpowiedzUsuńMyślę że przykra sytuacja z chorobą już cię nie spotka, a mój kolega wrócił z wakacji tez przed wczoraj i też wymiotował :/ coś jest nie tak... :/ zbieg okoliczności!! :D
Mysle że taki wasz rpdzinny wyjazd jeszcze sie wam uda :))
Pozdrawiam
:) Racja....ludzi było mnóstwo... Jedzenie było dobre :D Również mam nadzieję że takie wakacje jeszcze mnie spotkają :)
Usuń