piątek, 6 listopada 2015

Cieszyć się z każdej chwili i nie marnować ani jednego dnia....

Witajcie po małej przerwie.... Dawno  nie było posta, bo nie miałam za bardzo czasu ani pomysłu. Wiem, że Wszystkich Świętych był 1 listopada, ale chciałam napisać o tym dniu i moich ostatnich rozmyślaniach. U mnie ten dzień był spędzony na cmentarzu w moim mieście. Jest tutaj nagrobek kogoś mi bardzo bliskiego, choć nie jestem do tej osoby bardzo przywiązana, bo gdy odeszła miałam zaledwie kilka lat i praktycznie jej nie pamiętam. Bardzo tego żałuję, że nawet nie udało mi się jej poznać i często zastanawiam się, dlaczego tak szybko odeszła. Gdy siedziałam 1 i 2 listopada przy grobie rozmyślałam, jaka ta osoba była i gdzie ona teraz jest, czy kiedyś "gdzieś tam" ją spotkam... Przez to rozmyślałam, co mnie czeka po śmierci i czy w ogóle coś mnie czeka. Ja, jako osoba wierząca mam nadzieję, że nasze życie nie kończy się na życiu ziemskim i to przyszłe życie będzie lepsze. Zastanawiałam się też nad tym, co by było gdybym teraz odeszła, albo ktoś z moich bliskich... Doszłam do wniosku, że nie powinnam ciągle się nad sobą użalać i cieszyć się z tego co mam i każdej radosnej chwili. Trzeba wykorzystać w pełni nasze życie, bo jest krótkie, może skończyć się w każdej chwili i jest ono tylko jedno. Należy również spędzać jak najwięcej czasu z bliskimi nam osobami i jak najmniej się kłócić. Czasem jest tak, że z kimś się pokłócimy, ona nagle odejdzie i będziemy mieć wyrzuty sumienia, że stało się to gdy "tak jej nienawidziliśmy", a tak na prawdę kochaliśmy  najmocniej na świecie i zamiast cieszyć się z każdej ostatniej chwili żyliśmy w kłótni. Życie jest bardzo kruche i wystarczy jedna chwila, abyśmy stracili wszystko, co mogło nas czekać. Ostatnio jedna nauczycielka powiedziała, że cieszmy się z tego że dzisiaj otworzyliśmy oczy, bo tysiące osób zasnęło i stało się to na wieki. Mam nadzieję, że wy też doceniacie życie i cieszycie się z każdej  chwili. Myślę, że wszystko co miałam wam w tym poście przekazać napisałam. Dziękuję za przeczytanie i czekajcie na kolejny post :) Pozdrawiam :D :D :D

12 komentarzy:

  1. U mnie także pojawił się o tym post. JA jako osoba wierząca także wierze cały czas że po ziemskim życiu nadejdzie jeszcze coś innego, lepszego? Jestem zadowolona z mojego życia, nie wymagam chyba od niego za wiele choć czasem mnie wkurza. Te dwa dni umocniły mnie tylko w twierdzeniu aby cieszyć się z życia, bo kłucąc się z sobą/bliskimi/życiem marnujemy to wszystko...
    Pozdrawiam,

    atkasblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki tekst powinnam czytać codziennie, bo tak naprawdę jestem bardzo pesymistycznie nastawiona do wielu rzeczy.

    CHCE SIĘ ŻYĆ :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja odwiedzam wiele grobów osób, które zmarły kiedy miałam kilka lat, w mojej rodzinie w tamtych latach zmarło bardzo dużo ludzi i żałuję, że ich nie poznałam. Wszyscy mają z nimi jakieś wspomnienia, a ja- nic pustka. Osobiście znałam tylko jedną osobę, której grób odwiedzam- innych tylko z opowieści. Post świetny;)
    Pozdrawiam:D
    caro-say-hello.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz racje. Piękny post, gdy czytałam posty u innych też sie wzruszyłam.... O przykrościach z powodu zmarłej osoby udało mi się zapomieć chodz troche... A tu znowu wspomienia wróciły Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że mój post sprawił że twoje myśli wróciły przy pisaniu posta pomyślałam o tobie, ale musiałam go wstawić....przepraszam.

      Usuń
    2. Nic nie szkodzi :) Sama napisałam też o tym post. Ale jeśli popłaczemy to nam ulży. Więc nic nie szkodzi. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Początek listopada jest dla mnie zawsze mocno przygnębiający. Gdy chodzę na groby moich bliskich uświadamiam sobie, że jest ich znacznie więcej niż powinno być. Odwiedzałam groby ludzi, których właściwie nie pamiętam. Było jednak wiele mogił tych, którzy odeszli bardzo niedawno. Często przedwcześnie. Zawsze na wszystkich świętych przypominam sobie dwie rzeczy. Jedną jest historia, którą tata opowiadał o zmarłym wujku. Wracał właśnie z pracy do domu, już miał przechodzić przez ulicę, jego dzieci widziały go przez okno i cieszyły się z jego powrotu, kiedy nadjechał tamten samochód i w chwili krótszej niż mrugnięcie okiem odesłał wujka na tamtą stronę... druga historia wiąże się z przyjacielem rodziny i tym, jak częstował mnie cukierkami, a później powoli odszedł, jakby ktoś wymazał go z obrazka życia. Mam świadomość ulotności życia i staram się czerpać jak najwięcej. Mam nadzieję, że każdy z nas będzie to robił i przy łożu śmierci nie będzie żałował, że czegoś nigdy nie zrobił. Pozdrawiam i przepraszam za długość i melancholijność tego komentarza.

    pannanikt001.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać :) Bardzo smutna ta historia z wujkiem... :( Trudno jest sobie wyobrazić co musiały w tym momencie te dzieci przeżyć. Wiele jest takich historii, gdzie wystarczy jedna sekunda, jedna chwila nie uwagi i stracimy życie. Jest to bardzo trudne do pojęcia... Dzięki za komentarz

      Usuń
  6. Hej ;) zostałaś nominowana do Liebster Blog Award, wpadnij CHCE SIĘ ŻYĆ - BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :) Znowu :) Bardzo się cieszę, ale oczywiście mam jeszcze jedno zaległe :D

      Usuń