niedziela, 31 lipca 2016

Co ćwiczę, efekty po miesiącu ćwiczeń.

Dzisiaj podzielę się z Wami szczegółami dotyczącymi mojego "zdrowego stylu życia". Nie jestem pewna czy można to tak nazwać, ale nich będzie. Jeżeli nie czytaliście pierwszej części, gdzie pisałam ogólnie o mojej historii związanej z ćwiczeniami to zapraszam ^^ http://ludziesamotni.blogspot.com/2016/07/moja-historia-zwiazana-z-cwiczeniami-i.html#comment-form 
 
Takie duże, bo słabo było widać. Teraz trochę nie wyraźnie, ale da się odczytać:P

Dlaczego zaczęłam ćwiczyć? 
Jak wspominałam w ostatnim poście planowałam to od bardzo dawna.  Wiedziałam, że gdy rozpoczną się wakacje zrobię to! Często jest tak, że jak mówimy sobie, że zaczniemy coś za tydzień, miesiąc to nie dotrzymujemy słowa. "Jeżeli masz zamiar coś zrobić to zacznij teraz, nie jutro" Zgadzam się z tym, ale w tym przypadku udało mi się. Miałam świadomość, że nie mogę odkładać, ale jednocześnie w roku szkolnym nie było czasu, ani siły na ćwiczenia. Właśnie dlatego OD RAZU, kiedy tylko przestałam chodzić do szkoły wzięłam się za treningi. Chciałam też zacząć wcześniej, żeby mieć więcej czasu na osiągniecie efektów, bo nie wiem, czy po rozpoczęciu roku uda mi się utrzymać to co zaczęłam. Głównym powodem była i nadal jest chęć poprawienia swojego wyglądu. Źle się czułam z tym jak wyglądam i wiedziałam, że muszę to zmienić. "Żeby to osiągnąć trzeba wziąć się do pracy!" Po drugie chciałam mieć jakieś zajęcie na wakacje. Bałam się tego, że po raz kolejny zmarnuję ten piękny czas i było to takie "ubezpieczenie" na to, że zawsze będę mogła powiedzieć: "ćwiczyłam i osiągnęłam efekty". Ogólnie chciałam coś zmienić w swojej rutynie, codzienności. 
Na początku zrobiłam błąd. Postanowiłam, że będę ćwiczyła 6 razy w tygodniu "Skalpel":
Teraz już wiem, że po pewnym czasie organizm przyzwyczaja się do danego treningu i efektów nie ma. Ćwiczyłam tak chyba przez 3 tygodnie i żałuję, bo trochę zmarnowałam. Jednak są też pozytywy. Zauważyłam, że wykonując na początku lżejsze ćwiczenia (teraz tak mi się wydaje, na początku było ciężko nawet z tym) pomogło mi to dobrze przygotować mięśnie do cięższych treningów, jakie wprowadziłam później, ale o tym za chwilę.  Przyznaję się, że na początku wybrałam właśnie ten, bo jest najlżejszy ze wszystkich dostępnych na YouTube  :P  Było mi po prostu najwygodniej  i najłatwiej. Pamiętałam też z poprzednich lat, że po treningach cardio źle się czułam, kręciło mi się z głowie i nie dawałam rady. Po tych kilku tygodniach znudziło mi się i wiedziałam, że jak chcę podejść do tego bardziej poważnie to muszę wprowadzić też inne treningi. Od tamtego czasu oprócz "Skalpela" robiłam jeszcze"Ekstra figurę", który jest cięższy:
oraz najcięższy "Killer":
"Ekstra figurę" udało mi się zrobić całą za pierwszym razem. Było to efektem nabrania kondycji ćwicząc "Skalpel". "Killer" też zrobiłam, ale w dwóch ćwiczeniach było tak ciężko, że czasem się zatrzymywałam robiąc przerwy. Ogólnie to myślałam, że będzie gorzej :D Okazało się, że daje radę. 
Jakoś od początku lipca (myślę, że mogło być około 5) mój plan wyglądał tak:
Poniedziałek: "Skalpel"
Wtorek: "Ekstra Figura"
Środa: "Killer"
Czwartek: "Skalpel"
Piątek" "Ekstra Figura"
Sobota: "Killer"
Niedziela: Przerwa! 
Pasowało mi to :) Ogólnie to zaczęłam dużo czytać i oglądać filmy na te tematy. Natknęłam się na informacje, że najlepiej ćwiczyć 5 razy w tygodniu, a 6 to trochę za dużo. Podobno przy 5 razach efekty są lepsze niż przy 6. Przemyślałam to no i uznałam, że może rzeczywiście. Ostatni tydzień wyglądał tak samo, tylko że była jeszcze jedna przerwa - w czwartek. Sama nie wiem, czy lepiej ćwiczyć tak, czy wrócić do 6 razy w tygodniu. Może ktoś mi pomoże?
 Zauważyłam też, że po tej jednodniowej przerwie bardzo trudno się znów zebrać i wejść w rytm. Szczerze to najchętniej ćwiczyłabym codziennie :D Może nie wierzę w to co mówię, ale czasami naprawdę tak myślę. 
Początki były dosyć ciężkie, chociaż myślałam że będzie o wiele gorzej. Po pewnym czasie stało się to przyjemnością. Wtedy się wyłączam, nie myślę o niczym i mogę się wyżyć. Trochę taka terapia... Ale jaka skuteczna. Pamiętam jak jeszcze ćwiczyłam z siostrą. Wtedy nie czerpałam z tego przyjemności, nie czułam się lepiej po treningach. Teraz po ćwiczeniach mam mnóstwo energii, lepszy humor i poczucie szczęścia z tego, że wreszcie robię coś dla siebie. Nie wiem, dlaczego teraz tak jest...skąd mam w sobie tyle motywacji? Chcę dalej ćwiczyć i patrzeć na efekty. Jesteście pewnie ciekawi czy są. Pewnie, że są! Widzę, że brzuch, nogi, ręce...wszystko się pomału zmienia :) Bardzo mnie to cieszy. Dziś się zważyłam i na wadze ubyło mi 2 kg. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale podobno wagą nie należy się sugerować, bo w tym czasie przybywa mięśni, które są cięższe od tłuszczu. Dla mnie to dużo. Tym bardziej, że do "wymarzonej" wagi (cel który sobie postanowiłam) brakuje mi jeszcze 2 kg :) Mam nadzieję, że się uda. Najważniejsze, że mentalnie czuję się lepiej (przynajmniej na czas ćwiczeń i trochę po nich). Jeszcze dodam, że ZAWSZE ćwiczę rano. Mam to z głowy i cały dzień przed sobą. Bardzo Was zachęcam, abyście też zaczęli robić coś dla siebie! Miałam napisać jeszcze o tym co jem, ale na pewno nie w tym poście :) Jeżeli będziecie chcieli to zrobię to w kolejnym. Dajcie znać i powiedzcie o czym nie mogę zapomnieć, co chcielibyście wiedzieć.  Może jakieś proste przepisy? Dziękuję za przeczytanie. Pozdrawiam. 

28 komentarzy:

  1. Ja trochę nie rozumiem tej mody na bycie fit, tak samo jak nie rozumiem mody na tumblr girl. Myślałam nawet, czy nie zacząć ćwiczyć, ale jestem tak szczupła, że gdybym jeszcze straciła na wadze to moje BMI wynosiłoby "wygłodzona".
    Pozdrawiam.

    Mój kawałek Internetu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że ktoś ćwiczy, nie oznacza, że schudnie :)
      Wprawdzie nie wykonuję żadnych ćwiczeń, jednak biegam. Tak, jak Ty jestem dość szczupłą osobą i logicznie rzecz biorąc powinnam teraz wyglądać jak kościotrup. O dziwo - nie stałam się bardziej chuda, a zaczęłam tyć. Bieganie wzmogło we mnie apetyt.
      Chudnięcie przy sporcie to również kwestia prowadzonej diety. Staram się nadrabiać kalorie i dzięki temu nie wyglądam jeszcze jak żywy trup :D Więc jeśli chcesz ćwiczyć, zrób to! Tylko pamiętaj o prawidłowym żywieniu.

      Usuń
    2. O, mówisz?
      Marika, czy mogłabyś wyjawić coś więcej na temat jakiego rodzaju jest to bieg - masz ustalony czas czy dystans?
      Trochę mnie to, nie powiem, zainteresowało :)

      Usuń
    3. Tak, wiem o tym, że są diety specjalnie po to, aby przytyć :) Post o moim żywieniu niedługo się pojawi. Bez diety trudno cokolwiek zdziałać, dlatego też staram się jeść jak najzdrowiej. Mnie akurat zależy na schudnięciu, ale jednocześnie zdrowym stylu życia ^^

      Usuń
    4. Na razie tylko trucht; kiedy zaczynałam (początek wakacji), moja kondycja była w bardzo kiepskim stanie. Stosuję metodę Galloway'a, czyli łącznie biegu z marszem. Zaczynałam od minuty biegu (tylko tyle potrafiłam przebiec) i dwóch minut marszu. I tak codziennie z pół godziny + jeszcze ćwiczenia rozgrzewające przed biegiem i rozciągające po biegu. Jak już jest okej (brak zakwasów, komplikacji jakichkolwiek) to zmieniam sobie proporcje. Teraz mam trzy minuty biegu, minutę marszu :P Trochę mozolnie to idzie, ale lepiej tak, niż siedzieć na kanapie :)

      Usuń
  2. A ja właśnie miałam motywację do ćwiczeń w roku szkolnym, bo chciałam mieć jak najlepsze wyniki z biegów w szkole, teraz sobie trochę odpuściłam z przyczyn zdrowotnych, ale z chęcią wróciłabym jak najszybciej do treningów z Chodakowską. Ja wypróbowałam Cały Trening Ewy oraz właśnie Killera, ćwiczyłam też z Mel B jej krótkie treningi (kilka pod rząd, by wzmocnić mięśnie) i nawet zaczęłam chodzić na basen co też jest świetną formą treningu. Ja ćwiczę po to, by mieć dobrą kondycję i silne ciało (szczególnie brzuch i ręce) a jeśli chodzi o kilogramy, to raczej muszę uważać, by nie ubywały na wadzę ;)
    malinowynotes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o "Cały trening Ewy Chodakowskiej" to był to pierwszy trening jaki ćwiczyłyśmy z siostrą. Ledwo go pamiętam, ale wiem, że na początku było bardzo ciężko. Może jeszcze kiedyś do niego wrócę. Z Mel B też chwilę ćwiczyłyśmy, ale siostra uparła się na Chodakowską :P

      Usuń
  3. Uwielbiam ten cytat na samym dole. Ja dzisiaj się zmotywowałam do ćwiczeń, miałam tyle energii, że nie było innego sposobu na jej spożytkowanie :D
    Ale to nie zdarza się u mnie za często. Niestety :) Choć może (jeśli naprawdę zechcę) to zmienie to.

    Pozdrawiam
    http://bloogpseudoarytstyczny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo, to świetnie, że osiągnęłaś dla samej siebie taki sukces! Widzę, że naprawdę warto inspirować się twoim przykładem. Szkoda, że u mnie problem jest odwrotny, bo chętnie bym cię wspierała :/
    Nie wiedziałam, że organizm może się przyzwyczaić do jakiegoś treningu, ale to by sporo wyjaśniało, bo przy jodze (będąc niestety samouczkiem, sama muszę się motywować i sama szukać gotowych sesji w internecie tak jak ty...) też początkowo jedna moja ulubiona sesja dawała mi mnóstwo energii, a potem już nie i myślałam, że po prostu robię coś źle. :)

    Oczekuję tego posta o twoim odżywianiu. Tak czy owak to bardzo modny i fajny temat ostatnimi czasy ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możemy się wspólnie wspierać :D Co z tego, że masz odwrotnie? Jak pisała Marika wypróbuj biegi i znajdź odpowiednią dla Ciebie dietę. Musisz dużo jeść! :D Być może z jogą też tak jest :)

      Usuń
    2. Tak. Muszę sobie zaplanować cały dzień bo inaczej w ogóle olewam swoją dietę i ćwiczenia. xD
      Yhm, dużo jeść. Szczególnie białka i nie ładować w siebie cukru!:P

      Usuń
  5. Tak jak już pisałam w odpowiedzi na Twój komentarz u mnie, już teraz możesz być prawdziwą inspiracją dla innych, bo konsekwentnie dążysz do osiągnięcia swojego celu, wszystko przed Tobą i oby tak dalej. Trzymam za Ciebie kciuki i powodzenia!

    http://nigdyniewierzchomikom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobno treningi Ewy od początku są bardzo mocne nie wiem czy dałabym radę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Bieganie też wliczasz do trenowania :D ? Niekoniecznie po całej Warszawie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się przyznać, że biegałam tylko 2 razy ;_; Nie ma z kim. Samej się nie chcę, a brat stracił motywację :D

      Usuń
  8. Ale długi post :D a te 50 powodów bardzo mnie zaskoczyło :)


    CHCE SIĘ ŻYĆ

    OdpowiedzUsuń
  9. Ps. 48 jest dla mnie najważniejsze XDDD

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo! Chyba nawet skorzystam za niedługo z Twojego planu. Obecnie cały czas ćwiczę "Skalpel" oraz czasem krótkie 10-minutowe treningi z Mel B.

    Pozdrawiam ♥,
    yudemere

    OdpowiedzUsuń
  11. O tak ćwiczenia uwalniają takie endorfiny, że po treningu człowiek od razu lepiej się czuje! ♥ Staram się uprawiać sport jak najczęściej. Jak nie na polu to w domu na macie :D Pozdrawiam serdecznie!

    http://bitter-sweet-wonderwall.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że ćwiczenia 6 razy w tygodniu to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza, że na początku musimy stopniowo przyzwyczajać nasze mięśnie to wysiłku, dlatego najlepiej 3 razy w tygodniu. Ja sama zaczęłam 'zdrowy tryb życia' choć bardziej w jedzeniu bo ćwiczyć naprawdę nie lubię, ale ładny brzuch chciałabym mieć :P

    >> VANILLIA96.BLOGSPOT.COM <<

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję wytrwałości ;3 ja kiedyś próbowałam męczyć Mel B, jednak nie jestem osobą wytrwałą, więc wytrzymałam tydzień ;]
    pozdrawiam
    psychoil.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Warto ćwiczyć, czy w domu czy na siłowni bo po jakimś czasie można zaobserwować naprawdę fajne efekty ;)
    Blog Nazywamsięmilena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiem czy jestem jakaś inna, dziwna bądź cokolwiek co moze mnie określić :) Nigdy nie planuję co zjem, co wypiję. Wstaję rano - jestem głodna więc jem to, co znajdę w lodówce, jednak bardzo często są to płatki z mlekiem :) Obiad-to co zrobi mama/tata . Jakieś zupy, lub zwykłe dania. Na kolację - tosty, pizza, kanapki, cokolwiek. Nigdy tego nie planuję :D Jem wtedy, kiedy jestem głodna :) Ale co do ćwiczeń, to powinna poćwiczyć nad kondycją, bo zbyt szybko łapię kolkę i się męczę, pomimo tego, że nie mam astmy. :D Było już chyba ze 100 prób ''codziennie bedę robiła 20 przysiadów''. I co? I nic. Po kilku dniach mi się nie chciało i w ogóle nie mogłam znaleźć w sobie zawzięcia żeby wreszcie wziąć się do roboty :) Nie planuję schudnąć, W ŻADNYM PRZYPADKU! Bardzo chciałabym przytyć kilka kilogramów, bo przy wzroście 169 cm ważę 44 kg! Wszyscy w mojej rodzinie są szczupli :) Super post!

    Pozdrawiam serdecznie, ^ MÓJ BLOG - zapraszam ^

    OdpowiedzUsuń